Melika – “Tales Part Two” [RECENZJA]

Nasz ocena

19 marca ukazał się minialbum Meliki – “Tales Part Two”. Singlem promującym to wydarzenie był poruszający utwór “Original”. Poznajcie naszą recenzję nowej EP artystki.

Należy dodać, że jeden z wcześniejszych utworów Meliki tj. “Bluszcz” znalazł się na płycie “Będzie Głośno vol. 2”, która ukazała się pod naszym patronatem medialnym.

Melika to wokalistka i autorka tekstów, która gra i tworzy w składzie z Pawłem Rychertem (klawisze, elektronika, produkcja) oraz Dawidem Pawlukanisem (perkusja).

fot. okładka EP

 

 

Recenzja płyty “Tales Part Two” – Melika (2020)

Czasem nagranie krótkiej EP „Tales Part Two” może powiedzieć więcej o artyście, niż wydanie długogrającej płyty, z której niewiele wynika. Melika jest wciąż na początku swoich artystycznych poczynań, a już zaserwowała nam minialbum, gdzie znalazło się pięć niezwykle intrygujących kompozycji, podrasowanych charakterystycznym głosem wokalistki.

To nie jest pierwszy album Meliki, bo artystka ma już na koncie dobrze przyjętą, choć zauważoną przez wąskie grono debiutancką EP. Tym razem mamy poniekąd pewną kontynuację wcześniejszych dokonań. Nie da się ukryć, że zespół (bo tak naprawdę Melika to trio) poczynił ogromne postępy. Nadał swoim kompozycjom znacznie więcej kreatywności, rozmachu, ale też pewnej dojrzałej świadomości. Dzięki temu ich najnowsze propozycje wymykają się jednoznacznemu określeniu i brzmią po prostu światowo.

Chociaż mamy do czynienia z pewnym undergroundem, gdzie rządzi elektronika, to pojawia się też synteza wielu artystycznych pomysłów wywodzących się z syntetycznego transu, ale też z żywego grania. Melice udało się przełamać oczywiste schematy.

Dodanie do niektórych propozycji sporej dawki melodyjności, ale takiej opartej na totalnej swobodzie i odwadze przeskakiwania znanych konwencji spowodowało, że dostaliśmy coś więcej niż moglibyśmy oczekiwać. Dochodzi do tego odrobina naleciałości etnicznych w zaśpiewach, ale też w ciekawym instrumentarium („Over The Rainforest”) i przestrzenny, wzbogacony “odjechanymi” dźwiękami klimat („Lamplighter”). Budzi podziw konstruktywnie wpleciona perkusja, która wyznacza pewien rytm i energię bliską breakbeatowi („Desert”).

Znalezienie własnego stylu w takiej przestrzeni muzycznej w żaden sposób nie jest łatwe. Melika nie tylko stworzyła własny język wypowiedzi, ale wykorzystuje go w sposób mocno sugestywny, a nawet odważny. Czasem budzi to skojarzenia z Polą Rise, Patti Yang, a nawet Kavinsky’m. Jednak zawsze Melika pozostawia własny, niezwykle istotny ślad.

Ten album będący krokiem milowym nie tylko w poczynaniach Meliki, ale w ogóle w polskiej muzyce, powinien otworzyć im możliwości do dalszych, równie udanych działań artystycznych. W tym całym mariażu różnych pomysłów istnieje siła i indywidualizm. “My Name Is New” wie co dobre. Uwaga! Można się zachwycić. Czas na pełen album. 

Łukasz Dębowski

 

fot. Aleksandra Macewicz

 

Dodaj komentarz