Tymek – „FIT” [RECENZJA]

Nasz ocena

W czwartek 19 marca 2020 roku swoją premierę miała długo wyczekiwana płyta Tymka, który zawojował polską scenę muzyczną w 2019 roku za sprawą albumu „Klubowe”. Single takie jak „Język Ciała”, „Poza Kontrolą” czy „Romans” grane były w największych rozgłośniach radiowych w Polsce, a także najpewniej na większości klubowych imprez.

Ten sukces Tymek wykorzystał, aby w dalszym ciągu rozwijać swoje umiejętności, podróżować po Polsce i po świecie, ale także pomóc w promocji swoich ziomków. Wypadkową tych wszystkich składowych jest album „FIT”, czyli „album który łączy ludzi, artystów, bez podziałów na mniejszych i większych, bez granic. (…) FIT ponieważ, chociaż jesteśmy różni to do siebie pasujemy”. Poznajcie naszą recenzję tego albumu.

fot. okładka płyty

 

Recenzja płyty „FIT” – Tymek (Fresh N Dope, 2020)

„FIT”, czyli album, na który czekał chyba każdy, kto choć trochę lubi dyskografię Tymka. Raper będący na ustach wszystkich, dalej robi furorę w polskiej “rapgrze”. Nie dość, że wypuszcza utwory średnio co 2-3 tygodnie, nagrywa dwa albumy na raz, to jeszcze co chwila pojawia się gościnnie w utworach innych muzyków. Jest go dużo.

Dla fanów to nie lada rarytas dostawać od swojego ulubieńca kolejne nutki do zapętlania. Dla osób, które jednak nie przepadają za twórczością Tymka, taki zabieg musi być męczący, gdyż wszędzie gdzie nie spojrzą, tam właśnie pojawia się on. Można im współczuć, ale właśnie, kto by się tymi ludźmi przejmował?

Na pewno nie Tymek, gdyż na tej 17 trackowej płycie znajduję się aż 12 utworów, które mogliśmy poznać jeszcze przed oficjalną premierą albumu. Ba! Pierwszy utwór „Rainman” pojawił się już 29 maja 2019 roku, gdzie już wtedy artysta zaprezentował nam swój nowy image oraz świeży, oryginalny styl muzyczny. Cytując internetowego klasyka „Nikt o to nie prosił, ale każdy z nas tego potrzebował”. 17 utworów to jednak dużo. W obecnych czasach artyści zamykają się przeważnie w 10-12 trackach. Ilość nie równa się jakości. Lecz czy w tym przypadku, aby na pewno?

Album zachowany w żywej stylistyce na bitach autorstwa przezdolnego Michała Graczyka, okupuje niekiedy klimaty nieco bardziej melancholijne, mroczne (np. „Twarze”, „Nieśmiertelność”), lecz w większości stawia na pozytywny, świeży vibe. Michał po raz kolejny pokazał swój muzyczny kunszt, gdyż cały album posiada nieprzeciętny hip-hopowy groove oraz masę ciekawych, wykwintnych sampli. W niektórych utworach Graczykowi towarzyszyli 2K czy FantØm.

Nie będąc oryginalnym napiszę, że Tymek jest aktualnie w swojej najlepszej formie. Obiecujące teksty zostały połączone z luźnym flow w każdej kompozycji, bez względu na stylistykę utworu. Dostaliśmy tutaj ciekawe follow-upy, szczerość bijącą na kilometr, a sympatycy albumu „Sono” także mogą być usatysfakcjonowani, gdyż znajdą parę kompozycji stylistycznie podobnych do tego albumu.

Obserwując rozwój Tymka oraz słuchając jego utworów słyszę człowieka po prostu spełnionego. Nie czuć presji towarzyszącej pewnie na samym początku projektu „FIT”. Chłopak po prostu wchodzi do studia, tworzy, pisze a przy tym znakomicie się bawi. Robi to z pełną swobodą, a otoczony przyjaciółmi zanikają mu bariery, co pozwala mu wejść na jeszcze wyższy poziom. Widzę człowieka z ambicjami, misją do spełnienia oraz kolejnymi postawionymi sobie celami. Słuchając takiego kogoś spróbuj nie poczuć się dobrze. To jedno wielkie koło, które wzajemnie się nakręca pozytywnymi emocjami, przez co każdy z nas ma motywację do działania.

Tymek to także jeden z tych raperów odnajdujących się jednocześnie w newschoolu jak i oldchoolu. Podobną umiejętność posiada chociażby Otsochodzi, który mógłby nawinąć do instrumentalu w stylu disco polo, a i tak brzmiałoby to przekonująco. Tymoteusz jest także na dużej fali wznoszącej i niemal wszystko zamienia w złoto. Na płycie brak kompozycyjnych pomyłek, każdy potwierdza swoją wartość poprzez hip-hopowy sznyt, a dodatkowej jakości dodają awangardowe, często nieco enigmatyczne kolaboracje.

Tede i Deys w swoich najlepszych zwrotkach w 2019 roku, Trill Pem zyskujący popularność od razu po opublikowaniu utworu „Rainman”, Qry w rozbrajającej, agresywnej zwrotce, czy PlanBe od pewnego czasu potwierdzający, że wszedł na kolejny poziom własnych umiejętności. Tak tak, to wszystko na jednej płycie, a to dopiero początek. Usłyszymy tutaj także ciekawe zwrotki od artystów takich jak: Nabo Nassib Fonabo, Flexlikekev, Oki, Stamir, Holak, Big Scythe, Bonson, Szpaku, Skip czy Dryja. Solidnie zaprezentował się także Kizo, lecz to porywczy, impulsywny wokal  Wac Toji najlepiej komponuje się z nawijką i stylem Tymka. Dostaliśmy tego potwierdzenie także w ilości utworów gdzie usłyszymy ten duet. Jest ich aż trzy, a są to „Wokół Cieni”, „Ciągle w Trasie” oraz „Ecstasy”. Co ciekawe na nowej płycie Wac Toji także usłyszymy podobną współpracę w utworze „Czarne Oczy – Chilaca”.

Cała płyta stoi na równym, wysokim poziomie, lecz są takie utwory, do których można mieć szczególną sympatię. Dla mnie są to zdecydowanie: „Radość” (feat. Nabo Nassib Fonabo), „Milion”(feat. PlanBe, Oki) oraz niesinglowe „Pesto”(feat. Dryja).

Ciężko jest oceniać tę płytę. Wiele singli, dużo artystów i masa różnych emocji zawartych na jednym albumie. Słowa klucze to „udany eksperyment” – to co się stało na tym albumie kreuje nowe ścieżki nie tylko dla Tymka, ale i dla zaproszonych gości oraz całej polskiej sceny muzycznej. Po wielkim sukcesie „Klubowych” stworzył on album, w którym łączy style, pokolenia, a niektórzy mniej znani artyści są wstanie pokazać się szerszej publiczności. Przy promocji albumu stworzył też akcje charytatywne, aby m.in. zafundować remont szkoły w wiosce Ololulunga w Kenii.

Tymek udowodnił, że na zajawce do muzyki oraz szczerej chęci pomocy i wsparcia innych, da się stworzyć nieprzeciętny album. Na pewno było to wielkie ryzyko, lecz „Kto nie ryzykuje ten nie pije szampana”. Także Tymek możesz śmiało tego szampana otwierać, bo album zadowala, a wręcz zachwyca.

Mateusz Kiejnig

 

Dodaj komentarz