“Ufam sobie coraz mocniej” – nasz wywiad z Pauliną Przybysz

20 lutego 2020 ukazała się „Odwilż” – druga solowa płyta Pauliny Przybysz. Zbiór utworów został stworzony przez artystkę zimą 2018/2019 roku na poddaszu małej pracowni w lesie, z widokiem na drzewa uginające się pod czapami śniegu, a potem skraplające się w słońcu. Podobnie artystka opisuje swoje emocje i przemyślenia przy pracy nad albumem. Zapraszamy na nasz wywiad z artystką.

fot. okładka płyty

Album „Odwilż” tworzyłaś ubiegłej zimy. Czy potrafisz go wciąż odbierać jako nowy zbiór utworów?

Tak, to prawda. Minęło już trochę czasu, od kiedy pojawiły się pierwsze szkice piosenek. Natomiast cała płyta została zmiksowana dopiero w październiku 2019. Teraz zaczęłam przygotowywać z moim zespołem ten materiał na zbliżającą się trasę koncertową i to spowodowało, że odbieram je jeszcze inaczej, niż rok temu. Z piosenkami jest tak że potrafią się wkradać w człowieka w różnych momentach życia i podkreślać nowe emocje.

Nie miałaś obaw, że czekanie z wydaniem płyty może spowodować, że nie będziesz ich już chciała pokazać światu?

Często mam tak, że jak tworzę, to uważam, że trzeba to jak najszybciej wydać, bo może ulec dezaktualizacji w moim postrzeganiu muzyki. Ten długi proces spowodował jednak coś innego. Kiedy odłożyłam je na jakiś czas, to potem wracając potrafiłam zweryfikować czy przetrwały próbę czasu. Myślę, że czas weryfikuje jakość i mam nadzieję jakąś ponadczasowość . Zdarzyły się takie kompozycje, które nie znalazły się na albumie „Odwilż”, bo początkowy mój zachwyt nad nimi zgasł z biegiem kolejnych tygodni.

Po raz pierwszy zdecydowałaś się napisać wszystkie teksty w języku polskim? Skąd taki pomysł?

Trochę naturalnie się to wydarzyło. Nie planowałam tego. Na drodze tworzenia kolejnych utworów okazało się, że trzy powstały w języku polskim. Pomyślałam wtedy, że ta sytuacja może coś oznaczać i skoro wyszło to w moim mniemaniu fajnie, to należy tę dobrą passę podtrzymać w takiej właśnie formie.

Nie czułam też, że przez to coś tracę, bo tworzę wiele także z innymi artystami. I na innych płaszczyznach muzycznych realizowałam się, pisząc w języku angielskim. Szczególnie ma to sens, gdy pracuję z twórcami z zagranicy, albo na przykład, gdy nagrywamy coś chociażby z zespołem Rita Pax.

Czy to znaczy, że Rita Pax istnieje i zamierzacie też coś razem nagrać?

Rita Pax ma się dobrze. Koncertujemy bardzo rzadko, jednak może się to zmieni. Zamykamy projekt, który został powołany na Męskim Graniu. Myślę tu o „Tribute to Breakout”. Dostałam zapytanie o stworzenie projektu-tribute. Od razu pomyślałam o zespole Breakout, bo mój tata był ogromnym fanem i sentymentalnie coś mnie pociągnęło w tym kierunku. Kiedy myślałam o tym z jakimi muzykami grałoby się to najlepiej, od razu pomyślałam o składzie Rity Pax. To ożywiło naszą działalność i chcielibyśmy nagrać album, bo po prostu nasze wariactwo, które się wyzwoliło przy tych piosenkach jest tego warte. A później pewnie ten materiał pogramy sobie na koncertach.

Jak to się dzieje, że przy tylu inspiracjach i producentach, którzy pojawili się na płycie „Odwilż”, jesteś w stanie zamknąć całość w jeden spójny projekt?

Myślę, że tym, co sprawia, że całość jest na swój sposób spójna to przede wszystkim mój gust. W końcu to ja wybieram wszystkich gości, a także bity, które później tworzą kompozycje. Kiedy słucham sobie muzyki i na przykład jest to zespół Bitamina, to pojawia się myśl – ale oni robią to dobrze, może by tak odezwać się do Vita czy Amara i popływać trochę w świat ich kreacji i produkcji? Wtedy po prostu kontaktuję się i proszę o coś z ich szuflady, albo pisze sama i odzywam się o rozwinięcie aranżu. Kluczowym czynnikiem jest też mix tych piosenek, który zrobiła jedna osoba, Jacek Antosik. Nie jest rzeczą prostą połączyć te różne żywioły jakimi są producenci, muzycy i ja, ale daję radę!

Na nowej płycie pojawił się też Dawid Podsiadło. Czy to oznacza, że Paulinie Przybysz nikt nie odmawia?

Nie jest wcale aż tak kolorowo, bo mam na liście osoby, które jednak nie potrafiły się w tych numerach odnaleźć. Nie dziwi mnie to bo wiem, że mam intensywny styl pisania, taki gęsty w treść i czasem ktoś może coś od siebie dopisać, a czasem może się kompletnie ze mną nie zgadzać, albo nie mieć nic do dodania. A z Dawidem już próbowałam przy piosence „Drewno” z poprzedniej płyty, kiedy napisał jedną zwrotkę. Wtedy nie udało się tego sfinalizować, ponieważ wydawał swoją płytę. Później zaprosiłam go na jeden koncert Przybysz/Przybysz i zaśpiewał tam tę nieistniejącą oficjalną wersję. Od tamtej pory wiedzieliśmy, że coś musimy jeszcze razem zrobić. Jak zamknęłam kompozycyjnie i tekstowo numer “Dobrze” to oświeciło mnie, że to jest numer, który Dawid może poczuć i tak się stało. Przyjechał do nas do lasu, dwie kawki, trochę głupich żartów i numer był gotowy.

Wspomniałaś o Vicie z Bitaminy, który nie tylko pojawił się w roli producenta jednego utworu, ale także jako wykonawca występujący z Tobą w duecie. Co spowodowało, że ta współpraca także mogła dojść do skutku?

Kocham Bitaminę, wszystkich tych chłopaków. Vito też był moim gościem na trasie Przybysz/Przybysz, a po raz pierwszy pomysł współpracy z Vitem pojawił się podczas nagrywania coveru disney’owskiego „Miłość rośnie wokół nas”, gdzie był jednym z wokalistów. I kolejna myśl nagrywania z nim przyszła do mnie naturalnie. Było to o tyle właściwe, że on od razu odnalazł się we wszystkim, co mu zaproponowałam i wzajemnie, podbijał moje serce każdym odesłanym przez siebie trackiem audio.

Na płycie „Odwilż” możemy też usłyszeć raperkę Ryfę Ri. Kiedy ją odkryłaś i stwierdziłaś, że współpraca z nią także może być ciekawa?

Co ciekawe, przy nagrywaniu wspólnego kawałka nie miałyśmy okazji się spotkać. Odkryłam Ryfę zupełnie przypadkiem. Ktoś napisał artykuł o polskich raperkach i oznaczył mnie i ją w jednym poście. Pomyślałam – fajnie, jestem raperką (śmiech). Natomiast Ryfa była tam uznana za królową rapu. Zaczęłam więc grzebać na jej temat w internecie. Znalazłam kilka fajnych kawałków i okazało się, że faktycznie jest świetną raperką, a do tego fajnie opowiada o tym, jak podczas tańczenia bity wchodzą w człowieka. Nie mogło jej więc zabraknąć w utworze „XX”. Wiedziałam, że jej umysł rezonuje street’owym, ale wciąż poetyckim stylem.

A czy zgodzisz się ze stwierdzeniem, że „Odwilż” to Twoja najbardziej romantyczna płyta?

Takie skojarzenia mogą przyjść po wysłuchaniu singla „Zima”. Chociaż uważam, że coś w tym jest, bo chociażby „Sex” też ma romantyczny pierwiastek. Albo „Procedury”. Wolniejsze kawałki i przesłanie niektórych z nich rozbudza romantyzm…

 

Warto jednak dodać, że nie boisz się używać słowa w różnym znaczeniu i zwracaniu uwagi na problemy współczesnego świata. Dowodem na to jest utwór „Minimalizm”. Czujesz, że konsumpcjonizm w dzisiejszych czasach jest przerażający?

Wierzę w to, że powoli się budzimy i przecieramy oczy. Sens w szukaniu luksusu w markowych towarach powoli zastąpi ekskluzywność wolnego czasu, prywatności i szczęścia z ocalonej natury. Może jestem faktycznie romantykiem, ale chce w to wierzyć. Czasem tę moją naiwną prawdę muszę stymulować takimi numerami jak “Minimalizm”. Zupełnie serio śpiewam to najgłośniej sama do siebie, żeby nie tracić uważności, bo tracę ją cały czas.

To, że „Senność” była pierwszym singlem to przypadek, czy Twój świadomy wybór, tego co chciałaś wysłać jako pierwszy sygnał z nowej płyty?

„Senność” nie miała aż tak dobrego odbioru, jak kolejny singiel „Zima”, bo była takim ukrytym utworem, który pojawił się znienacka. To ważny dla mnie utwór, bo pokazał nowy nurt muzyczny, w którego kierunku zamierzam podążać. W pewnym sensie piosenka stała się takim „preview” całej płyty. Ma ona dla mnie duże znaczenie też od strony tekstowej, bo kiedy szłam na wybory okazało się, że co ja tak naprawdę wiem o dzisiejszym świecie? Mam wrażenie, że żyjemy w codzienności, w której coraz mniej jest dobrych wyborów, ale musimy otwierać się na intuicję, bo nie nadrobimy całej wiedzy historycznej, politycznej, analizy mediów w jeden wieczór.

 

Gdybyś miała wskazać różnice pomiędzy nową płytą „Odwilż”, a poprzednią „Chodź Tu”, to co by to było?

Na pewno płyta „Odwilż” jest odważniejsza i bardziej zdecydowana w stosunku do poprzedniej. Dobre przyjęcie poprzedniego albumu dało mi pewność, że są odbiorcy, którzy czekają na moje dalsze artystyczne wypowiedzi. Stąd pomysły na nowy album przyszły szybciej i w gruncie rzeczy powstał też znacznie szybciej. Zdałam sobie sprawę, że różne formy prezentowania siebie mogą być odważniejsze nie tylko w wyraźnym akcentowaniu własnego zdania, ale też poprzez delikatniejsze śpiewanie. Dzięki temu powstały krótsze, ale bardziej intensywne formy piosenkowe.

Czy zbliżająca się premiera płyty wciąż jest dla Ciebie tak ważna i radosna jak to było kiedyś?

Okazuje się, że tak! Kiedy zobaczyłam swoją płytę „Odwilż” znów odżyły we mnie te emocje. Nie myślę tutaj o fizycznej wersji albumu, a bardziej o jej zawartości, która ma trafić do ludzi. To sprawia mi wciąż ogromną radość. Lubię czuć interakcję z publicznością odnośnie nowych piosenek i to, jak oni odbierają moją nową twórczość. Bo może to tylko mnie się wydaje, że nagrałam fajne piosenki? (śmiech).

Czy weryfikujesz własną twórczość z kimś z zewnątrz? Kto jest Twoim pierwszym odbiorcą nowych pomysłów, i czy pytasz o zdanie innych np. swoją rodzinę?

Uważam, że im mniej osób ma styczność z moimi pierwszymi pomysłami, tym lepiej. Każdy przecież ma trochę inną wizję i własne pomysły, które mogłyby coś sugerować. Ufam sobie coraz mocniej. Kiedyś potrzebowałam większego potwierdzenia tego, co robię, ale być może z większą dozą czułości i akceptacji do siebie samej nabieram pewności siebie. Lubię puszczać piosenki moim rodzicom. Mój tata śmieje się z wielu fragmentów, co jest wspaniałe. Jeśli chodzi o Natalię, to wydajemy płyty niemal w tym samym czasie. Mamy chyba podobne cykle twórcze jako zodiakalne panny. Niemal co rok lub dwa zawsze jesteśmy gotowe na jesień z materiałem. Puszczamy sobie już takie prawie gotowe albumy, żeby zachowywać odrębność i może też utrzymywać ciekawość. Tak jest dla nas bardziej ekscytująco.

Wasze drogi połączyły się jednak na trasie Przybysz/Przybysz.

I to było bardzo ciekawe doświadczenie. Ciekawie było zobaczyć, jak nasze bandy próbują się razem sklejać. Mieliśmy też kilku interesujących gości na trasie i mogłyśmy przypomnieć nasze wcześniejsze wspólne poczynania muzyczne. Niewykluczone, że jeszcze kiedyś spotkamy się w jednym projekcie. Dzieje się tak dużo w dzisiejszym, cyfrowym świecie, że niczego nie można wykluczyć. Możliwości techniczne pozwalają nam nagrać wszystko z dowolnym artystą z drugiego końca świata. Tym bardziej pojawia się wiele nowych pomysłów.

Jak określiłabyś swojego słuchacza? Jakbyś go przedstawiła?

Akurat robiliśmy badania na ten temat w moich social mediach. Wyszło nam, że moim słuchaczem jest bardziej kobieta, niż mężczyzna. Wykształcona i mieszcząca się w wieku 18 – 33 lat. Wiadomo oczywiście, że publiczność jest urozmaicona, ale wciąż docieram do młodych ludzi, co mnie bardzo cieszy, chociaż sama przekroczyłam już wspomniane widełki wiekowe. Także daję Ci bardzo konkretną odpowiedź (śmiech).

Rozmawiał: Łukasz Dębowski

 

Dodaj komentarz