“Nikt z nas nie jest specjalistą od science-fiction” – wywiad z zespołem Korporobot

Korporobot to nowa siła na polskiej scenie muzycznej. Zespół ma już na koncie kilka autorskich propozycji, a ich najnowszy singiel nosi tytuł “Jeszcze Jedna Noc”. Z tej okazji zapraszamy na naszą rozmowę z grupą.

Na pytania odpowiadają:

PB – Paweł Brzosko. Gitarzysta, kompozytor i autor tekstów.

TP – Tomasz Pacak. Wokalista, gitarzysta i autor tekstów.

 

fot. materiały prasowe

Korporobot istnieje od kilku miesięcy a już może pochwalić się dwoma dobrze przyjętymi singlami. Gdzie należy szukać początków i z czyjej inicjatywy powstał zespół?

PB – Koncepcja Korporobota pojawiła się parę lat temu w mojej głowie, kiedy pomimo realizowania się muzycznie w zespole jazzowym pracowałem w (nomen omen) korporacji i znalazłem się w takim zawodowym i emocjonalnym dołku. Pomyślałem, że jeżeli nie wykonam jakiegoś konkretnego ruchu to zacznę zmieniać się w takiego szeregowego, bezosobowego korporobota. I ta wizja przeraziła mnie. Wpadłem wtedy na pomysł stworzenia takiego bardziej osobistego, autorskiego zespołu, który byłby ucieczką od tej korpo-rzeczywistości.

TP – Ja akurat wszedłem do zespołu jako ostatni “element układanki”, gdy nasz kolega – również Paweł – klawiszowiec zespołu, zadzwonił i powiedział mi o projekcie. Styl lat 80 przemawiał do mnie od kiedy pamiętam, zatem nie zastanawiałem się ani chwili 🙂 Nagraliśmy kilka próbnych wersji piosenek, wszystkim w zespole się to spodobało i tak domknęliśmy nasz skład 🙂

Czy można powiedzieć o jakichś wspólnych założeniach, kiedy zaczęliście tworzyć Wasze pierwsze kompozycje?

PB – To było tak, że z głową pełną pomysłów i wielkich nadziei pojechałem spotkać się z moim przyjacielem Amkiem Krebsem (perkusistą z którym już wcześniej grałem przez parę lat), żeby zarazić go moją wizją. Moje założenia pierwotnie były dość rozbudowane. Ale po kilku szklaneczkach whisky i przesłuchaniu moich demówek uzgodniliśmy tylko jedno, za to bardzo ważne założenie. Że będziemy robić muzykę, którą sami będziemy „się jarać”. Oczywiście znaliśmy nasze muzyczne gusta, więc było wiadomo, że się jakoś dogadamy. W efekcie miało być popowo, brawurowo i z domieszką tzw. „Ejtisów”.

TP – Generalnie lata 80. Są przez wielu uważane za złote czasy dla muzyki. My sami jesteśmy fanami tych brzmień, więc za pomocą naszych utworów postanowiliśmy przypomnieć tamte czasy, ale jednak ze szczyptą nowoczesności.

 

Na czym polega kompromis twórczy w zespole, który tworzy kilku muzyków, ale też zapewne różne osobowości?

PB – U nas ten kompromis w zasadzie ustalany jest oddzielnie przy każdej piosence. Do tej pory było tak, że ja przynoszę kompozycję, tekst i demo aranżacji. Następnie każdy dokłada coś od siebie jako specjalista. Znamy swoje mocne strony i mamy do siebie zaufanie. Tomek panuje nad śpiewanymi frazami. Amek aranżuje warstwę rytmiczną, Piotrek rozpisuje linie basowe, a Jędrzej aranżuje klawisze. Staramy się nie wchodzić sobie w paradę, ale zachowujemy czujność, jeśli ktoś przypadkiem gdzieś za bardzo „odjedzie”. Jest to naprawdę wysiłek zespołowy i zawsze jestem pod wielkim wrażeniem jak bardzo gotowe aranżacje różnią się od tych moich wstępnych „demówek”. Zdecydowanie na plus!

TP – Dokładnie tak, ten wspólny przelot jednak spełnia swoją rolę, gdyż najczęściej rozumiemy się wręcz bez słów jeśli chodzi o aranże, i tak jak powiedział Paweł – aż ciężko czasem uwierzyć że jest to dalej nasz utwór, bo zadowolenie z efektu końcowego jest ogromne!

Utwór „Jeszcze Jedna Noc” zdradza fascynacje wieloma gatunkami. Czuć w nim także nawiązania do lat 80. Jest coś szczególnego, co urzeka Was w muzyce z tamtego okresu? Za czym tęsknicie w dzisiejszych czasach jeśli chodzi o muzykę?

PB – Dla mnie styl tamtych lat ma w sobie taką szczyptę magii. Nic dziwnego, że w ostatnim czasie widać w popkulturze powracającą modę na lata 80. A może to kwestia pokoleniowa… Przyznam, że dla mnie to akurat szczególny czas, bo właśnie wtedy budziły się moje pierwsze fascynacje muzyczne. Mój pierwszy LP to było „Bad” Michaela Jacksona. Poza tym w latach 80 nastąpił błyskawiczny rozwój muzyki pop. Dziesiątki, setki nowych zespołów, stylów, smaków i odcieni. Wyraziste osobowości. Lata 80 to złota era popu. Teraz czasy też są wyjątkowe i jeżeli mi czegoś brakuje, to może tego że wtedy zwracano większą uwagę nie tylko na to co zespół grał, ale też jak grał. I pomimo stosów syntezatorów, czuć było człowieka w muzyce. Komputery są super, ale co za dużo to niezdrowo 😊

TP – Tak, to był przede wszystkim czas, gdzie jak to się mówi – nie było ściemy – trzeba było wejść do studia, poczynić sesję nagraniową od a do z, rzadko kiedy było miejsce na poprawki i wszystko, co zostało nagrane jako płyta, brzmiało zazwyczaj tak samo na koncertach tamtych artystów – i to według mnie wtedy ich wyróżniało, zresztą wyróżnia do dziś. Zresztą wspaniałe albumy z tamtych lat dowodzą, że jednak był to moment muzycznych rewolucji .

Jak wygląda pisanie tekstów do Waszych piosenek? Czy opierają się one na prawdziwych historiach, które miały miejsce w życiu kogoś z Was? Czy też są one fikcją literacką?

PB – Jak to zazwyczaj bywa są mieszanką, ale zdecydowanie bazują na prawdziwych historiach, a przede wszystkim na prawdziwych uczuciach. Nikt z nas nie jest specjalistą od science-fiction. I chyba ciężko jest pisać o czymś, o czym się nie ma większego pojęcia. Ja w każdym razie nie potrafię 😊 Wszystkie wyśpiewane historie wydarzyły się naprawdę w ten czy inny sposób. No może niekiedy trzeba lekko podkoloryzować dla dramatycznego efektu. Ale to już licentia poetica. Danych osobowych jednak nie zdradzę!

Jak to się stało, że Wasz utwór „1982” trafił na playlistę audycji “Będzie Głośno” Czwórki Polskiego Radia?

PB – Zdaje się, że znajoma podrzuciła link do audycji z informacją, że można zgłosić piosenkę do konkursu czy jakoś tak. Akurat byłem w takim promocyjnym pędzie, że wiele nie myśląc wysłałem zgłoszenie i dość szybko zapomniałem o tym (teraz to już sobie wszystko zapisuję). I tak jakoś dwa miesiące później ta sama znajoma pisze do mnie – Paweł, a ty widziałeś, że jesteście tam na drugim miejscu? – No, to była przyjemna niespodzianka. Potem Damian zaprosił nas do audycji, pogadaliśmy, zagraliśmy akustycznie na żywo. Było fantastycznie.

TP – Tak, to było świetne spotkanie, coraz więcej słuchaczy, ale również naszych znajomych kojarzy te utwory, zatem wszystko zmierza tam, gdzie powinno.

Czy zaskakująca była dla Was sytuacja, że Wasze utwory mają tak świetny odbiór, czego dowodem jest ponad 100 tysięcy odsłon najnowszego singla „Jeszcze Jedna Noc” na YouTube?

PB – No nie… 😊. Od początku mieliśmy takie przeczucie, że to są bardzo dobre piosenki. Ale zawsze jest też taki wewnętrzny niepokój… a co jeśli tylko nam się tak wydaje? Na szczęście jest nas pięciu i ufamy sobie nawzajem i to daje nam odrobinę wewnętrznego spokoju. Ale cieszymy się z każdego małego sukcesu, z każdego nowego fana, bo w muzyce nic nie jest gwarantowane.

 

Póki co poznaliśmy kilka Waszych propozycji. Jak wyglądają teraz Wasze koncerty i co jeszcze można na nich usłyszeć?

PB – Cały zeszły rok siedzieliśmy w studio, bo od początku najważniejsze było stworzenie właściwej muzyki. Poza tym nigdzie nam się nie śpieszyło. Od września wydajemy single na platformach cyfrowych i wreszcie poczuliśmy, że nadszedł czas zagrania na żywo. Planujemy niespodziankę na wiosnę, ale na razie szczegółów nie zdradzę. Na pewno będziemy grali już wydane piosenki, ale mamy ich w zanadrzu znacznie więcej.

Jakie są Wasze kolejne plany? Czy istotne w dzisiejszych czasach jest nagranie całej płyty i wydanie jej fizycznie?

PB – Jak na porządnego korporobota przystało mamy plan pracy rozpisany na cały rok. Na pewno będziemy regularnie wydawać single i teledyski, bo taki mamy rytm pracy. Pozwala nam to cały czas się doskonalić, bo wszystko robimy sami i ciągle się uczymy. Płyta nadal jest ważna. Jest to taki artystyczny manifest, podsumowanie pewnego okresu. My sami lubimy słuchać płyt. Ale rola płyty się zmienia, szczególnie dzięki platformom cyfrowym. Jest już na świecie wielu znanych, młodych artystów którzy płytę wydali dopiero po kilku latach udanej kariery. Niekoniecznie jednak zamierzamy iść tym tropem. Wydanie płyty fizycznie to jeszcze inna sprawa. Ja mam sporą kolekcję, ale na świecie sprzedaż spadła drastycznie. Płyta fizyczna jest teraz raczej dodatkowym gadżetem, a nie głównym „produktem”. Wciąż są jednak słuchacze, którzy potrzebują zważyć płytę w dłoni i nie zamierzamy ich zawieść.

Działacie na własnych zasadach, bez wsparcia żadnej wytwórni. Czy to celowy wybór?

PB – Na razie celowy. Rola wytwórni też się bardzo zmienia. Do produkcji muzyki obecnie wcale nie jest potrzebna. Co innego promocja i dystrybucja. Produkujemy naszą muzykę sami i jesteśmy bardzo zadowoleni z efektów. Promujemy się również sami, ale wiemy, że „duży może więcej” i czasem potrzeba zewnętrznego wsparcia, żeby osiągnąć jakiś wyżej postawiony cel. Chcemy znaleźć optymalne dla nas rozwiązanie, dlatego ciężko mi powiedzieć jak to będzie wyglądać za kilka miesięcy. Ja współpracę z wytwórnią widzę głównie jako środek do celu. Dlatego chcemy najpierw bardzo precyzyjnie określić ten cel i czy jakaś pomoc jednak będzie potrzebna, czy nie.

TP – Zgadzam się z Pawłem – poza tym to również czas, ludzie i wydarzenia nam pokażą, jaką drogą warto będzie iść 🙂

 

Jedna odpowiedź do ““Nikt z nas nie jest specjalistą od science-fiction” – wywiad z zespołem Korporobot”

Dodaj komentarz