Kovalczyk – “Piosenki Mistrza” [RECENZJA]

Nasz ocena

Zrealizowany przez Kovalczyka projekt, w postaci płyty i trasy koncertowej, pt. „Piosenki Mistrza” jest spojrzeniem na twórczość Grzegorza Ciechowskiego przez pryzmat muzyki elektronicznej. Poznajcie naszą recenzję tego albumu, który ukazał się 11 października 2019.

Recenzja płyty “Piosenki Mistrza” – Kovalczyk (artConnection, 2019)

Z twórczością Grzegorza Ciechowskiego mierzyło się wielu artystów (Agressiva 69, Kasia Kowalska itd.). Powstawały też duże wydarzenia koncertowe (m.in. „Spotkanie z legendą”). Zwykle były to inicjatywy, które w mniejszym lub większym stopniu oddawały charakter muzyki nieżyjącego twórcy. Tym razem dostajemy nowy, nieco inny projekt, który Kovalczyk zamknął na płycie „Piosenki Mistrza”.

 

Ten album składa się z dobrze znanych utworów Ciechowskiego. Podane zostały jednak w nieco innej, bo elektronicznej odsłonie. Pierwsze zetknięcie z takimi interpretacjami może wydawać się kłopotliwe w odbiorze. Zaskakujące podejście do klasycznych piosenek Republiki i solowej odsłony Ciechowskiego wywołuje mieszane uczucia, ale też za każdym kolejnym przesłuchaniem staje się bardziej interesujące. Tym bardziej, że cały projekt został gruntownie przygotowany i posiada swój zamysł.

Przede wszystkim Kovalczyk pozostawił istotę każdej z tych piosenek. Nie przeszarżował też od strony wokalnej, nadał im ton własnej wypowiedzi, ale bez nadinterpretacji. Kolejna, być może najważniejsza sprawa, to muzyka. Ona w końcu stanowi trzon tej płyty i pomimo wyraźnych ingerencji w warstwę instrumentalną, całość jest spójna.

Elektronika nie zakłóca odbioru tych piosenek, choć pierwsze zetknięcie wzbudza konsternację. Kiedy jednak zastanowimy się nad sensem takich brzmień w tej muzyce, musimy przyznać, że nie jest ona bezsensowna, tym bardziej, że została wprowadzona w estetycznej formie. W końcu Grzegorz Ciechowski także eksperymentował z elektroniką, bawił się nią, pozwalał sobie na mocniejsze zaznaczenie syntezatorów, które wyraźniej słyszalne były chociażby na płycie „Masakra”. Nigdy nie posługiwał się nią w sposób jednowymiarowy i nadmiernie czytelny, ale stanowiła ona dla niego źródło pewnych pomysłów.

Należy dodać, że w tamtym czasie technika nie pozwalała jeszcze na wiele rozwiązań muzycznych, po które tak często sięgają współcześni wykonawcy. Stąd zamysł podania tych kompozycji w elektronicznym otoczeniu nie jest zły. Warto dodać, że obok zaawansowanego syntetyzmu dźwięków pojawia się tu jeszcze saksofon i flet. Ten drugi był też ważnym instrumentem dla Ciechowskiego.

Udanym zabiegiem było zachowanie klimatu oryginalnych wersji, którego nie przesłania współczesna interpretacja („Raz na milion lat”), ale też dzisiejsze podejście do formy piosenkowej („Telefony”). Niekiedy wspomniany saksofon pojawia się znacznie częściej, chociaż „Nie pytaj o Polskę” nie do końca spełnia oczekiwania. Wynika to jednak z potęgi tego utworu, który w każdym innym wykonaniu wypada po prostu gorzej. Zdarzają się też momenty, które bardziej odbiegają od oryginału („Kombinat”).

Ten album to całkiem udane spotkanie z dzisiejszym pojmowaniem twórczości Ciechowskiego i możliwość przybliżenia jego dokonań młodszej publiczności. Wstydu nie ma, tym bardziej, że Kovalczyk jest bardzo charyzmatycznym artystą. Wykonawcą wciąż nie do końca docenionym, stojącym trochę na uboczu polskiej piosenki.

Łukasz Dębowski

 

Kovalczyk to charyzmatyczny wokalista i producent muzyczny, który dzięki swojemu talentowi i determinacji znalazł się w finale 3. edycji Idola oraz wydał trzy dobrze przyjęte albumy studyjne: „Obsesja” (2008), „Kovalczyk Big Band Projekt”(2012), „Aux” (2016) oraz projekt, nagrany na cztery waltornie i głos, pt. „In the Name of What” (2018) z udziałem Mazo Horn Quartet (pierwsi waltorniści Teatru Wielkiego Opery Narodowej i Sinfonia Varsovia).

 

2 odpowiedzi do “Kovalczyk – “Piosenki Mistrza” [RECENZJA]”

Dodaj komentarz