“Nie wzorowaliśmy się na czyichś pomysłach” – nasz wywiad z duetem Blauka

Blauka to polski zespół założony przez duet pisarsko-kompozytorski w osobie Georginy Tarasiuk – autorki tekstów i muzyki oraz Piotra Lewańczyka – basisty i producenta muzycznego. Ich muzyka to spostrzegawczy, często humorystyczny opis przemyśleń i obserwacji galimatiasów ludzkich relacji we współczesnym świecie. Z okazji premiery ich płyty “Miniatura” mieliśmy okazję porozmawiać z zespołem.

fot. Wiktor Franko

Blauka to Wasz fonograficzny debiut. Warto jednak przypomnieć, że Georgina Tarasiuk ma już za sobą jeden debiut. Czy to dobrze, że nie wszyscy kojarzą Cię już z tym, co kiedyś nagrywałaś?

Georgina: Myślę nawet, że taki był plan, żeby nie być kojarzoną z tą młodziutką osobą sprzed lat. Należy wziąć też pod uwagę, że minęło 20 lat od programu „Szansa na sukces” i mogłabym nawet obchodzić w tym roku jubileusz (śmiech). Pierwsze przymiarki do muzyki Blauki były też nagrywane z myślą o mnie. Po roku współpracy doszliśmy jednak do wniosku, że materiał, który powstawał był nierozerwalnie związany nie jedynie ze mną, ale z nami jako duetem. Nie mogliśmy więc tego podpisać jako „Georgina Tarasiuk”. Nasza muzyka i nazwa Blauka miała wskazywać, że nie mam już nic wspólnego z przeszłością.

Dlaczego w tamtym czasie nie kontynuowałaś solowej działalności?

Georgina: Trudno jest mi oceniać przeszłość i odnosić się do tego czasu, gdy byłam jeszcze dziewczynką. Na pewno wtedy było jeszcze za wcześnie na świadome kierowanie tym, co chcę robić. Dzisiaj może nie jest zaskakujące, gdy ktoś zaczyna bardzo młodo i jakaś osoba w sprytny sposób prowadzi taką karierę. Uważam jednak, że zbyt wczesne wprowadzanie młodej osoby w świat dorosłych jest trudnym doświadczeniem. Na pewno wiele rzeczy złożyło się na to, że nie kontynuowałam tamtej działalności, ale uważam, że dobrze się stało, bo może dzięki temu teraz jest Blauka.

Czy zanim pojawiła się Blauka pracowałaś nad jakimiś muzyczne rzeczami, które z jakiegoś powodu nie ujrzały światła dziennego?

Georgina: Dużo pracowałam z innymi muzykami. Nagrałam nawet kilka demówek, ale nie były one na tyle satysfakcjonujące, żebym mogła się nimi podzielić  z potencjalnymi odbiorcami. Brałam też udział w różnych projektach, między innymi nagrałam „Jaskółkę uwięzioną” do projektu „Legend Allegro”, co było dla mnie bardzo ciekawym doświadczeniem. Moja interpretacja utworu Stana Borysa ma około 7 milionów odtworzeń, co oczywiście nie przekłada się na to, ile osób sięga po to, co robię z Blauką (śmiech). Wierzę jednak, że na wszystko musi przyjść właściwy czas.

Wasza muzyka potrzebuje czasu, żeby dotrzeć do słuchacza. Działacie bardzo systematycznie, rozkładając wszystko na dłuższy okres. Pierwszy Wasz singiel „Figle zuchwałe” ukazał się w czerwcu 2018 roku. Celowo działacie w taki sposób?

Piotr: Nie oczekujemy tego, żeby wszystko miało dziać się natychmiast. Zdajemy sobie sprawę, że zaistnienie w świadomości słuchacza wymaga czasu, dlatego chcemy oswoić publiczność z naszą obecnością. Chcemy naszą muzyką zdobyć zaufanie słuchacza. Wyznajemy zasadę, że lepiej powoli serwować kolejne propozycje, niż natychmiast wydawać trzy single, które kończą szybko żywot i nic z tego nie wynika w dłuższym okresie czasu. Nie chcemy wpisywać się w dzisiejszy system promowania muzyki, gdzie wiele rzeczy dzieje się zbyt pochopnie. Zabiegamy o tego odbiorcę, który będzie chciał zostać z nami na dłużej.

 

W którym momencie Waszego spotkania stwierdziliście, że to co robicie razem, chcielibyście pokazać publiczności?

Piotr: Na pewno nasza wspólna twórczość nie była zaplanowana na to, żeby się z nią od razu dzielić. W końcu na początku pojawiła się relacja dwojga ludzi, a dopiero później nasza działalność artystyczna. Wiele późniejszych sytuacji wydarzyło się samoistnie.

Georgina: Wychodzimy też z założenia, że skoro zaczęliśmy razem tworzyć i zaczęło to spełniać nasze oczekiwania, to chcieliśmy się tym podzielić z ludźmi. Tworzenie do szuflady nie przynosi dużej satysfakcji i spełnienia. W momencie gdy nasza praca nabrała kształtu, wiedzieliśmy, że chcemy to wysłać w świat.

Czy Wasz album „Miniatura” to jest efekt Waszych wspólnych poszukiwań?

Georgina: „Miniatura” to jest efekt jakiegoś procesu. To proces poszukiwań, ale też twórczego docierania się. Początkowo pisaliśmy inne piosenki, szczególnie od strony tekstowej, które stały się zapisem trudniejszego momentu w moim życiu. Przez długi czas  nosiłam w sobie wiele żalu. Efekt końcowy tych poszukiwań w postaci naszej płyty, to już podsumowanie szczęśliwszego etapu. Stąd pojawiło się w nich więcej pozytywnej energii. Być może na te piosenki przepełnione bagażem doświadczeń przyjdzie jeszcze czas.

A jak można wytłumaczyć stwierdzenie, które można znaleźć w książeczce, że Blauka jest Waszym „dziwnym planem na życie”?

Piotr: W tym stwierdzeniu mieści się to, że w ogóle bycie muzykiem jest trochę dziwną sytuacją. Pozbycie się pewnej rutyny, pójście za głosem artystycznych przekonań nie daje stabilizacji i pewności, że ten sposób będzie najwłaściwszą sytuacją, którą możemy sobie zaplanować. Dziwne życie muzyka bywa przecież bardzo nieprzewidywalne – stąd takie stwierdzenie. Najbardziej pewną i najmniej dziwną sytuacją jest to, że płyta to w pełni zamierzona sytuacja, a nagrywanie piosenek jest procesem bardzo długotrwałym.

A to, że nagraliście i wydaliście ten album sami, bez wsparcie wytwórni, to także było zamierzone?

Georgina: Dobrze jest, jak jest. Mamy świadomość, że zrobiliśmy ten album zgodnie z własnym sumieniem. Nikt nam niczego nie podpowiadał i nie starał się niczego narzucać. Nie ukrywamy, że wybraliśmy sobie trudną drogę, bo działanie na własny rachunek, bez większego wsparcia, wymaga od twórcy o wiele większego nakładu pracy. Musieliśmy nauczyć się pewnych rzeczy, które niekoniecznie związane są z muzyką, ale są konieczne, jeśli chce się gdziekolwiek dotrzeć. Wiele czasu poświęciliśmy planowaniu, a także działaniu na płaszczyźnie promocji oraz pilnowaniu, by wszystko działało we właściwy sposób. Wszystkie działy funkcjonowania „firmy” zależą tylko i wyłącznie od nas. Daje nam to jednak pewną wolność i świadomość, że to co przekazujemy publiczności pochodzi bezpośrednio od nas.

 

fot. materiały prasowe

Jak osiąga się kompromis nagrywając taki album, w którym najważniejsza rola należy do dwóch osób?

Georgina: Myślę, że w naszym przypadku kompromis nie występował. My po prostu dopełnialiśmy się wzajemnie.

Piotr: Nasz “kompromis” polegał też na tym, że na płaszczyźnie osobistej jesteśmy razem. Stąd nie musieliśmy czegoś robić na siłę, ulegając drugiej osobie. Po prostu nasza wspólna praca na tyle zaskoczyła, że nie musieliśmy się do siebie w jakiś sposób dostosowywać. W żadnym momencie nie czuliśmy, żebyśmy musieli iść na kompromis. Nasze artystyczne propozycje były inne, ale wzajemnie dopełniały się i tworzyły całość pod tytułem „Blauka”.

A nagrywając te piosenki dowiadywaliście się coś o sobie? Czy można powiedzieć, że poprzez wspólne tworzenie zaskakiwaliście się nawzajem?

Piotr: Zdecydowanie tak. Pamiętam pierwsze przymiarki do wspólnego pisania piosenek. Przyszła mi do głowy sytuacja z piosenką „Figle zuchwałe”. Georgina zjawiła się nagle w kuchni z ukulele i zaczęła śpiewać refren do tego utworu, akompaniując sobie mimochodem na jednej strunie instrumentu. Pamiętam, że to było dla mnie coś zaskakującego, nie znałem wcześniej takich możliwości Georginy. Urzekła mnie jej wrażliwość i ta pierwsza sytuacja zetknięcia z taką inną od mojej materią twórczą. Ten moment w kuchni zdefiniował obecną Blaukę, pomimo, że już wcześniej próbowaliśmy nagrywać jakieś demówki.

Georgina: Jestem zawsze pod wielkim wrażeniem wykształcenia Piotra. Uwielbiam obserwować jego proces twórczy, który szybko się krystalizuje. On potrafi po krótkiej chwili gry na jakimś instrumencie zaprezentować swoje nowe pomysły. Nie wiedziałam o tym na samym początku naszej znajomości. To jest dla mnie imponujące.

Jesteście przeciwieństwem tego, że artysta nieszczęśliwy jest bardziej twórczy. W Waszym przypadku szczęście na stopie prywatnej pozwoliło Wam nagrać ten materiał.

Georgina: To prawda, pokutuje taka opinia, że artysta nieszczęśliwy, a nawet w depresji zaczyna pisać interesujące piosenki. Chcieliśmy przełamać taką konwencję. Chociaż ta płyta w jednej materii może wydawać się pogodna, to jednak posiada głębsze przemyślenia na tematy tego, co planujesz w przyszłości, czy też staje się powrotem do przeszłości i walką z tymi gorszymi chwilami, które były trudne w życiu. Myśląc o tej płycie nie chcieliśmy jednak stworzyć muzyki wprowadzającej nastrój głębokiego smutku.

Piotr: Faktycznie w trakcie tworzenia tych piosenek nie było negatywnego pierwiastka emocjonalnego. Tworzyliśmy kompozycje w zupełnie unormowanym i totalnie spokojnym czasie dla nas samych. Wydaje mi się, że ten spokój wpłynął na charakter tego albumu, także nie jesteśmy przykładem myślenia, że trzeba być nieszczęśliwym, żeby tworzyć wartościowe utwory. Od strony twórczej właśnie ta stabilizacja wpłynęła na nas pozytywnie.

Całość jest bardzo spójna od strony muzycznej, ale też wizualnej. Ile czasu wymyśla się nie tylko repertuar, ale także koncepcję na taką płytę?

Piotr: W przypadku naszej wspólnej płyty były to prawie dwa lata. Wymaga to ogromnej samodyscypliny i narzucania sobie kolejnych terminów. Inaczej ten album mógłby nigdy nie powstać, a na pewno nie ukazałby się we wrześniu tego roku. Nie ukrywam, że te dwa lata, to był bardzo długi czas poświęcony na powstanie całego albumu. Wynikało to z wielu czynników, a jednym z nich jest fakt, że nie wzorowaliśmy się na niczyich pomysłach. Wszystko musiało wyjść bezpośrednio od nas i jeśli tylko coś zaczynało nam się z czymś kojarzyć, natychmiast uciekaliśmy w inną stronę. Dużo czasu zajęło nam, żeby dotrzeć to brzmienie do takiego, które będzie w jakiś sposób oryginalne.

Czy to znaczy, że powstawało dużo wersji jednego utworu, bo szukaliście na niego odpowiedniej formy?

Piotr: Zdarzały się takie wyjątki, że powstawały dwie, może trzy wersje jednego utworu. Ogólnie proces tworzenia i aranżowania muzyki jest na tyle skomplikowany, że wymaga czasu. U nas po prostu pojawiała się wizja i zamienialiśmy ją w możliwie konkretny sposób w dźwięki.

Georgina: U mnie na sposób powstawania piosenki nie ma reguły. Niektóre kilkakrotnie przepisywałam i zmieniałam, inne pozostały w początkowej formie i tak było na przykład z piosenką „Haj”. Któregoś dnia kiedy byłam sama w domu, brzdąkałam coś na gitarze, chociaż nie umiem na niej grać i opierając swój pomysł na dwóch akordach nagrałam melodie i tekst na telefon. I poza zmianą aranżacji, ta piosenka pozostała w pierwotnej formie. Tworzenie końcowych wersji utworów wymaga na dalszych etapach dużej ilości czasu i pracy, żeby całość nabrała właściwego kształtu.

Proces twórczy to także pisanie tekstów. Czy ubieranie w słowa pewnych opowieści przyszło Ci z łatwością?

Georgina: U mnie tekst powstaje równolegle z melodią, więc szkic piosenki, który przynosiłam do Piotra posiadał już zarys słów. Czasami była to jedna zwrotka z refrenem i później musiałam coś dopisać, ale zdarzały się utwory od początku do końca napisane za jednym podejściem. Po jakimś czasie pojawiała się chęć zmieniania czegoś, poprawiania, ale nawet z dzisiejszej perspektywy uważam, że napisałam spójne myślowo teksty. Pamiętam, że dużo czasu poświęciłam „Polanie” i „Fantazmatowi”, gdyż chciałam wyciągnąć z nich jak najwięcej interesujących myśli. Ciekawa sytuacja miała miejsce z tekstem do piosenki „Dobry Widok”, już przy nagrywaniu utworu w studio, właściwie w ostatnim momencie, wróciłam do jednej z pierwotnych wersji, które napisałam. Pierwsza myśl bywa czasami lepsza, niż dopieszczanie godzinami kilku słów.

Mam wrażenie, że dosyć świadomie posługujesz się pewną symboliką słów, które często w tekstach mają głębsze znaczenie. To prawda?

Georgina: To prawda, bo chociażby „Domek na plaży” nie jest tylko bezpiecznym miejscem, ale to może być także osoba, wspomnienie, coś co pozwala Ci złapać namiastkę szczęścia. Interpretacje piosenek zostawiam słuchaczowi, jeśli znajdzie w nich wieloznaczność w odniesieniu do własnych przeżyć, tym lepiej.

Piotr: Właśnie to jest ciekawe w odniesieniu do interpretacji naszych piosenek, że ludzie różnie odbierają naszą twórczość, ale często mają pozytywne, a nawet radosne skojarzenia. A ja osobiście uważam, że te piosenki bywają częściej smutne. Weźmy chociażby pod lupę jeden z naszych singli. W „Figlach zuchwałych” pojawia się osioł, czyli osoba, która nie spełnia oczekiwać drugiej osoby. A wizja w „Domku na plaży” jest raczej utopijna, względem tego, co rzeczywiście możemy w życiu dostać.

 

A jak wymyślaliście sobie Wasze teledyski, które są integralną częścią całości?

Georgina: Nie spodziewaliśmy się, że praca przy teledyskach dostarczy nam tyle przyjemności i zabawy. Oboje jesteśmy zainteresowani filmem i mamy podobny gust jeśli chodzi o kino, co ma później przełożenie na to, jak wyglądają teledyski. Udało nam się stworzyć trzy klipy i każdy został zrobiony przez nas od początku do końca. Jesteśmy ich producentami, ale także angażujemy się w scenariusze, pomysły scenograficzne, lokacje itd. Największy fart jaki mieliśmy, to spotkanie odpowiednich ludzi. Olga Czyżykiewicz odpowiedzialna za realizację dwóch pierwszych klipów i później Mateusz Białęcki weszli w nasz świat i pomogli nam w ostatecznym kształtowaniu strony wizualnej Blauki.

Piotr: O teledyskach można mówić bardzo długo, bo spotkało nas bardzo wiele ciekawych historii. Poznaliśmy ludzi, którzy pomagali nam nie tylko w realizacji, ale także w udostępnianiu odpowiednich miejsc. Jeździliśmy po całej Polsce, żeby znaleźć przestrzeń, która będzie odpowiadała naszej wizji. Na potrzeby klipu „Fantazmat” pojechaliśmy w dwa różne miejsca. Znaleźliśmy Kolorowe Jeziorka w Rudawach Janowickich i autentyczny dom igloo we Wrocławiu, zaprojektowany dla siebie przez Witolda Lipińskiego. Nasze teledyski to jest istne szaleństwo i można o nich zrobić osobny wywiad.

Od strony muzycznej nazwaliście to, co robicie, jako „retrospektywny rock rekreacyjny”. Skąd taki pomysł?

Piotr: Słuchamy bardzo wiele muzyki, która miała wpływ na to co robimy. Faktycznie uwielbiamy powracać do tego, co w można było znaleźć w muzyce w latach 60. I 70. Stąd to nasze sformułowanie – „retrospektywny”. Słuchamy też współczesnej muzyki, która inspiruje się tamtymi czasami. Przyznam jednak, że nie było naszym założeniem iść właśnie w taką stronę i efekt finalny bywał dla mnie dużym zaskoczeniem. Sam się zdziwiłem, że usłyszałem w tych piosenkach inspiracje tym, co kiedyś było dla mnie ogromną fascynacją, czyli zespoły Yes, Genesis, czyli to, co puszczał w domu mój tata.

A niektóre odniesienia do lat 60/70. W polskiej muzyce, które można gdzieś tam usłyszeć, to czyje inspiracje?

Georgina: Nie da się ukryć, że wszyscy nasiąkamy tym, czego słuchali nasi rodzice. W moim przypadku było podobnie. Ja od zawsze śpiewałam, więc często można było usłyszeć w domu wokalistki, na których w młodości mogłam się wzorować. Wracam z sentymentem do piosenek Anny Jantar, Skaldów, ale też wielu zagranicznych piosenkarek, jak chociażby Natalie Cole. Płyta „Miniatura” jest zderzeniem naszych różnych inspiracji i dzięki temu te piosenki mają w sobie coś figlarnego. Nadało to specyficznego klimatu projektowi, z czego bardzo się cieszymy.

Piotr: Żadne inspiracje nie były jednak bezpośrednie, bo nie chcieliśmy, żeby nasze piosenki coś przypominały. Takie nawiązania są bardzo luźne i nie stanowiły podstawy do tego, jak ostatecznie będzie wyglądać album. Tworząc ten materiał chcieliśmy jedynie omijać szerokim łukiem najprostsze rozwiązania oraz skojarzenia. Stąd nie znajdziemy na niej fundamentu dla tego, co było. Uciekaliśmy też od modnych rozwiązań kojarzonych z syntezatorami i muzyką elektroniczną.

Czy Wasza wspólna płyta jest zamknięciem pewnego rozdziału czy otwarciem się na nowe sytuacje?

Piotr: Nie chciałbym zamykać tą płytą czegokolwiek, stąd myślę, że to bardziej otwarcie się na kolejne artystyczne wyzwania. Ten album otworzył nam myślenie i możliwość pójścia dalej. Tak naprawdę to już myślimy nad nowymi kompozycjami i mamy dużo zapału, żeby robić kolejne piosenki, które być może w przyszłości będą jeszcze bardziej zaskakujące nie tylko dla słuchacza, ale też dla nas samych. Na dzień dzisiejszy nie wiemy w jakim kierunku dalej pójdziemy i chyba to jest właśnie najfajniejsze. Choć Blauka jest określona muzycznie, to kryje w sobie jeszcze wiele zagadek.

Rozmawiał Łukasz Dębowski

 

Dodaj komentarz