Jazz Band Młynarski-Masecki – “Płyta z zadrą w sercu” [RECENZJA]

Nasz ocena

Jazz Band Młynarski-Masecki wydał drugą płytę. Tym razem artyści postanowili pójść o krok dalej i spełnić swoje wielkie marzenie o prawdziwej jazzowej orkiestrze. Do podstawowego składu, który liczył 7 osób, dodali sekcję skrzypiec oraz trąbki i puzony. W ten sposób powstał 17-sto osobowy zespół, który wziął udział w nagrywaniu “Płyty z zadrą w sercu”. Poniżej znajdziecie naszą recenzję.

Recenzja albumu “Płyta z zadrą w sercu” – Jazz Band Młynarski-Masecki (Wydawnictwo Agora, 2019)

Drugiego, tak zjawiskowego zespołu jak Jazz Band Młynarski-Masecki nie ma. Na drugim albumie panowie przenoszą nas do czasów, kiedy piosenki nosiły inne walory rozrywkowe, a słuchanie jazzu było bardzo popularne.

 

„Płyta z zadrą w sercu” posiada wiernie odwzorowane brzmienie dawnych orkiestr i urok przedwojennych piosenek. Z dużą elegancją, ale też właściwym luzem wyszło im przywoływanie ducha tamtych czasów. Trzeba dodać, że nie udałoby się to bez genialnych twórców, ale też rozbudowanego do 17 osób jazzowego zespołu, który tchnął w te kompozycje tamtejszą energię, sporo rozrywki i współczesną naturalność.

Trzeba jednak zaznaczyć, że całość nie posiada jedynie inspiracji muzyką z przełomu lat 30. i 40. To rzeczowo odwzorowany klimat, który bynajmniej nie jest archaiczny. Właściwie należałoby powiedzieć, że Jazz Band przeniósł się do tamtego okresu i pokazał nam, co niesłusznie zostało już zapomniane.

Dochodzi do tego nie tylko żywe instrumentarium, ale cała masa drobiazgów, która odwzorowuje niedzisiejsze muzyczne zapatrywania. Duże znaczenie przy nagrywaniu miał chociażby mikrofon węglowy z 1924 roku, sprowadzony specjalnie na potrzeby tego albumu z Berlina. Znaczenie miało pod jakim kątem Jan Emil Młynarski śpiewał te piosenki.  Oczywistym wydaje się fakt, że zagrano te utwory całkowicie na żywo. Poza tym cały materiały został zarejestrowany w systemie… mono, co od wielu lat jest już zupełnie niepraktykowane.

Ważny jest także specyficzny śpiew Jana. Przywodzi on na myśl warszawskie piosenki uliczne i dansingowe („Abram, ja Ci zagram!”). Do stylistyki rozrywkowej, jazzowej i dansingowych zaśpiewów dochodzi genialna gra na pianinie Marcina Maseckiego. Bez jego obecności nic nie wyglądałoby tak samo. Wystarczy wskazać prosty fokstrot „Miss Mery”, gdzie Masecki ubarwił go swoimi zaawansowanymi i wyrafinowanymi wstawkami.

Przenoszenie całej historii tej muzyki do recenzji nie ma sensu, ale warto zaznaczyć, że artyści sięgnęli po repertuar m.in. Zygmunta Karasińskiego, Henryka Warsa i Michała Ferszko. To były bardzo znane nazwiska tamtych czasów! Zresztą w książeczce do płyty znajdziemy wiele ciekawych opisów i odniesień do twórców. Słucha się tego z wypiekami na policzkach, gdyż podobnych projektów, powstałych z taką dbałością o szczegóły w polskiej muzyce obecnie prawie nie znajdziemy.

Łukasz Dębowski

 

 

Dodaj komentarz