So Slow – “W otwarte dłonie powietrze sypie gruz przedświtu” [RECENZJA]

Nasz ocena

So Slow to warszawski kwartet łączący w sobie rockową stabilność, surowość oraz zgrzytliwość z brudem, transowością, psychodelią i nieokiełznaniem. Właśnie ukazała się ich nowa płyta “W otwarte dłonie…”, którą zrecenzowaliśmy.

Recenzja płyty “W otwarte dłonie powietrze sypie gruz przedświtu” – So Slow (Audiocave, 2019)

Na nowej płycie „W otwarte dłonie powietrze sypie gruz przedświtu” zespół So Slow tworzy trudny do określenia klimat, po raz kolejny wymykając się określeniom dla ich wieloznacznej muzyki. Rockowa psychodelia miesza się z narkotycznym klimatem industrialnych sampli i niemałą porcją improwizacji.

W porównaniu do poprzednich płyt, premierowe kompozycje wydają się jeszcze bardziej zaangażowane muzycznie, wieloznaczne i trudne do określenia w oczywisty sposób. Chociaż ich forma opiera się na gitarowym podłożu, to wydawać się może, że te utwory posiadają otwartą strukturę. Właściwie można w każdej z nich odnaleźć drzwi to zupełnie innej muzyki, a ich interpretacja jest całkowicie dowolna.

W muzyce So Slow ponownie znajdziemy wiele brudu, a docierając do sedna kompozycji są one bardzo mroczne, wręcz trupie. Co nie znaczy, że ta muzyka nie posiada w sobie porywających momentów. W tych zaledwie pięciu kompozycjach jest ogromna siła.

Czasem zdarzy się więcej elektronicznych elementów („Otwarte dłonie”), choć częściej mamy do czynienia z szerokim wachlarzem eklektycznych udziwnień („Powietrze”). Zauważymy dużą różnorodność, która trzyma się jednak w mocnych fundamentach zespołu.

Dla poszukiwaczy prawdziwej alternatywy ten album będzie niezwykle satysfakcjonujący. Szczególnie dobrze słucha się takiej muzyki po zmroku, gdy wszystko zaczyna boleć od nadmiaru wrażeń, która ta płyta ze sobą niesie. Trudno rozgryźć całość nawet po kilkukrotnym przesłuchaniu. Jednak za każdym kolejnym razem łatwiej odnaleźć się w tych kilku intrygujących kompozycjach. Tym bardziej, że od strony realizacyjnej płyta prezentuje się doskonale, a powstawała ona w Mustache Ministry pod czujnym okiem Marcina Klimczaka. Przełamywanie konwencjonalnych rozwiązań muzycznych wyszło kolejny raz grupie So Slow całkiem nieźle.

Łukasz Dębowski

 

Dodaj komentarz