Łukasz Drapała & Chevy – “Potwory” [RECENZJA]

Nasz ocena

Każdy utwór na płycie „Potwory” Łukasza Drapały & Chevy jest opowieścią „żywcem” wyrwaną z życia, przedstawioną po męsku, ale z odpowiednią dozą wrażliwości, bez kalkulacji i szczerze do bólu.  Album powstawał w trakcie tras koncertowych, festiwali i muzycznych podróży, a zespół kształtował się i rozwijał razem z nim. Poznajcie naszą recenzję tego krążka.

Recenzja płyty “Potwory” – Łukasz Drapała & Chevy (wydanie własne, 2019)

Płyta „Potwory” Łukasza Drapały & Chevy daleka jest teraźniejszości muzycznej i nie wpisuje się w żadną modną stylistykę. Pobrzmiewa na niej klasyka rock’n’rolla i gdzieniegdzie rasowy łomot gitarowy, który podkreślają zdecydowanie warte uwagi teksty.

 

Zespół Łukasza Drapały wie jak tworzyć konstruktywny przekaz muzyczny, niesiony przez intensywny głos wokalisty i słowa dotykające niezwykle życiowych historii. Wszystkie opowieści zostały spisane przez Łukasza Drapałę i jak sam mówi – „(…) to rodzaj autoterapii, rozliczenia ze słabościami i próba ujarzmienia złych duchów drzemiących w każdym z nas”. I faktycznie wiele historii bywa mocno przejmujących, uderzających nie tylko słowem, ale też interpretacją.

Od strony muzycznej udało się uciec od rockowej jednoznaczności, poszczególne kompozycje różnią się od siebie. Pomiędzy dynamicznymi kawałkami, odnajdziemy kilka znaczących ballad („Świt”). Ważną częścią tych utworów stają się także goście, którzy podkręcają charakter niektórych piosenek. „Moja mała” z udziałem Jana Gałacha i Borysa Sawaszkiewicz wydaje się najbardziej przystępna, na swój sposób nawet radiowa. W agresywnie brzmiących „Zielonych” usłyszymy dodatkową gitarę Grzegorza Skawińskiego. Natomiast w „Contrze” oprócz Zbigniewa Hołdysa pojawia się kobiecy głos Ewy Urban. Zresztą to jeden z ciekawszych momentów na płycie.

Wiele z tych kompozycji posiada wyraźne kształty, które zmieniają się w trakcie ich trwania. Nic nie jest oczywiste, a każdy utwór zaskakuje zręcznością od strony tworzenia, przeobrażeń i następujących po sobie uwikłań muzycznych. Takim tętniącym życiem, z pozoru spokojnym kawałkiem są chociażby tytułowe “Potwory”. Podobnych przykładów można przytaczać więcej.

Cieszy fakt, ze powstał taki album, który posiłkując się tradycją muzyki rockowej, dociera do ważnych dla każdego z nas emocji. I nie ma w tym rutyniarstwa, łatwizny i przewidywalności. Za to należy docenić płytę „Potwory” Łukasza Drapały & Chevy. Tym bardziej, że brakuje takich projektów, które w sposób umiejętny czerpią z mocnych riffów i męskiej wrażliwości.

Łukasz Dębowski

 

Dodaj komentarz