Ladaco – “Pierwsze Primo” [RECENZJA]

Nasz ocena

Ladaco to projekt muzyczny, który od lat tworzy Rafał Benedek. Na co dzień jest projektantem graficznym, ale geny wzięły górę. W czerwcu ukazała się jego pierwsza płyta pt. “Pierwsze Primo”. Poznajcie naszą recenzję tego albumu.

Recenzja płyty “Pierwsze Primo” – Ladaco (Ladaco Records, 2019)

Na wstępie warto wspomnieć kim jest Ladaco, który niedawno wydał swoją pierwszą płytę pt. “Pierwsze Primo”. Za projektem stoi Rafał Benedek. Skojarzenie właściwe – jego wujek Jan Benedek od lat tworzył m.in. dla zespołu T.Love.

Muzycznych skojarzeń z osławionym wujkiem znajdziemy tu niewiele (chociaż pojawił się gościnnie w “Lewituję”). Nad poszczególnymi kompozycjami Ladaco unoszą się brzmienia analogów i oszczędnie zaszczepione zagrywki gitarowe.

Taka alternatywna otoczka nie sprawia jednak, że ten materiał staje się mało przystępny.

Właściwie większość kompozycji jest tak dziwnych w swej naturalnej formie, że szybko zostajemy wciągnięci w poszczególne historie. Warto dodać, że w tych na pozór nieskomplikowanych opowieściach istnieje podtekst nie tylko słowny, ale właśnie ten muzyczny. Puls syntezatorów rasowo podsyca zagrywki gitarowe (“Ty i ja”). Bywa bardziej znacząco w przekazie, ale też przebojowo (“Moje miasto”). Nieco stłumione, spokojniejsze momenty opierają się na bardziej psychodelicznym głosie wokalisty (“W temacie motyli”).

Wykorzystanie syntezatorów nie sprowadza tych piosenek do elektroniki. I poza jednym bardziej syntetycznym momentem (“Jest dobrze”), to każdy kolejny nosi znamiona już czegoś bardziej zaangażowanego muzycznie (“Tacy tacy”). To, co najbardziej porywa w tych kompozycjach, to sytuacja w której Rafał tworząc swój mały świat – nadmiernie nie kombinując – mocno przykuwa uwagę. To niewielkie łaskotanie muzyką wzbudza wręcz stany euforyczne, chociaż teksty czasem na chłodno opisują relacje damsko-męskie i otaczającą nas rzeczywistość. A przy tym wszystkim można nawet potupać sobie nóżką.

Okazuje się, że przy na pozór niewielkich środkach przekazu i z ogromną wyobraźnią twórczą można nagrać takie przyjemne cudeńko, które nie kojarzy się z czymkolwiek, co można  usłyszeć na polskiej scenie muzycznej. W domowym zaciszu czasem rodzą się rzeczy ważne. Zapamiętajcie i poszukujcie muzyki Ladaco. Muzyka na “Pierwsze Primo” nie boli, czasem bawi, wzbudza refleksje, ale najbardziej to od tak po prostu istnieje w bardzo dobrze nakreślonych proporcjach szeroko pojętej alternatywy.

Łukasz Dębowski

 

fot. Andrzej Wencel

Jedna odpowiedź do “Ladaco – “Pierwsze Primo” [RECENZJA]”

Dodaj komentarz