Pale Mannequin – “Patterns In Parallel”

Nasz ocena

W sprzedaży jest już debiutancka płyta warszawskiej grupy Pale Mannequin zatytułowana “Patterns in Parallel”, która ukazała się pod naszym patronatem medialnym. Motywem przewodnim ich albumu jest przeznaczenie. Poznajcie naszą recenzję tego krążka.

Recenzja płyty “Patterns in Parallel” – Pale Mannequin (2019)

Na debiutanckiej płycie pt. “Patterns In Parallel”, zespół Pale Mannequin pokazał umiejętność budowania melodyjnych kompozycji, z pogranicza rocka progresywnego i niedzisiejszej alternatywy.

 

W tej całej niejednoznaczności grupa potrafi wykorzystać potencjał takiego grania, stąd rozrastające się formy utworów. Całość tworzy nostalgiczny, czasem wręcz głęboko melancholijny klimat, który ubarwia skuteczna melodyka tych kompozycji. W “That Evening” trudno nie zauważyć zagęszczających się gitar i mocniejszego spajania rockowych konstrukcji z prog-rockowymi zapędami. Mocniejsze i bardziej energetyczne brzmienie uwidacznia się jednak dopiero przy czwartym utworze – “Lunatic Pandora”. To w nim łatwo zauważyć, że zespół wie jak poruszać się po różnych gatunkach muzyki rockowej i robi to całkiem efektywnie.

Panowie nie czują ograniczeń i jeśli kompozycja ma trwać 6 lub 10 minut, to całkowicie się temu oddają. Inwencja twórcza nie ma tu granic. Do tego brudny, często wycofany wokal harmonizuje z takim twórczym zapędem (“Some Dawn”). Delikatnie eksperymenty dodają wyrazu. Czasem brakuje czegoś bardziej charakterystycznego, co będzie budzić skojarzenia tylko z Pale Mannequin, jednak nie można odmówić im umiejętności budowania napięcia.

Każdy moment wyzwala jakieś emocje, a jeśli skojarzy nam się ich granie z Alice in Chance czy chociażby rodzimymi zespołami typu Riverside lub chociażby Lion Shepherd, to są to jak najlepsze odniesienia. Chociaż w ich muzyce słychać więcej klasycznych, czasem wręcz nieco archaicznych odniesień. Choć wszystkie teksty powstały w języku angielskim, to one także nie są bez znaczenia.

Wiele tu świadomości i czytelnej wizji tworzenia. Jak na zespół, który powstał w 2016 roku, nie brakuje dojrzałości, która nie zdradza ich krótkiego stażu. Warto wspomnieć, że grupa powstała z inicjatywy wokalisty i muzyka – Tomasza Izdebskiego, a skład rozrastał się wraz z nagrywaniem debiutanckiej płyty. Dobry album, nie przytłaczający nadmiarem elementów, a potrafiący przyciągać uwagę.

Łukasz Dębowski

 

fot. materiały prasowe

Dodaj komentarz