Podwójna recenzja płyty “Helsinki” Darii Zawiałow

Nasz ocena

8 marca ukazała się druga płyta Darii Zawiałow. “Przy tworzeniu „Helsinek” bawiliśmy się elektroniką, ale nie do tego stopnia, by nagrać płytę elektroniczną. Chcieliśmy zachować tę organiczność, mocne gitarowe i rockowe riffy, żywe bębny, klawisze” – zapewnia wokalistka. A jak dokładnie prezentuje się nowy materiał? O tym dowiecie się z naszej PODWÓJNEJ recenzji.

Recenzja płyty “Helsinki” – Daria Zawiałow (Sony Music Poland, 2019)

Daria Zawiałow na drugiej płycie “Helsinki” bardziej rozpycha się muzycznie i poszerza spektrum własnych zapatrywań, które mogliśmy poznać na jej świetnie przyjętym debiucie. To już nie jest tylko dziewczyna od “Malinowego chruśniaka”. Dostaliśmy jednak wciąż tę samą młodzieńczą energię.

 

Choć więcej na tym albumie zimnofalowych ozdobników, to wokalistka nie dała wystylizować się zbyt modnymi dźwiękami. I całe szczęście, bo choć znajdziemy tu niebezpiecznie dużo elektroniki, to wciąż na pierwszy plan przebija się żywiołowa naturalność. Pierwszym zwiastunem płyty został utwór “Nie dobiję się do Ciebie”, który jest świetnym, bardzo przebojowym kawałkiem, ale właśnie wprowadza sporą konsternację, bo niby gdzie podziały się gitary?

Okazuje się, że znajdziemy ich sporo, ale nie zostały one podane w typowy sposób. Rozwinięta forma piosenek nawiązuje w ciekawy sposób do lat 80. (“Gdybym miała serce”), ale też ładnie uzupełnia się z gitarowymi niuansami (“Winter Is Coming”). Tym kompozycjom nadano bardziej wyraźnego stylu, większego rozmachu, ale co najważniejsze wciąż stoją one w mocnej komitywie z głosem i osobowością Darii.

Każdy z tych utworów (a jest ich sporo, bo 16 w wersji deluxe) posiada charakter, który jeszcze mocniej będzie zauważalny na koncertach, bo kompozycje wydają się stworzone pod możliwość podrasowania ich na żywo (“Punk Fu!”). I co ciekawe lepiej prezentują się szybsze kawałki, które wzajemnie się napędzają. Przy tak gęstym nafaszerowaniu piosenek niedzisiejszymi smaczkami muzycznymi, zdarzają się małe potknięcia, które wypadają nieco słabiej na tle całości (“Saloniki”).

Daria bywa już nie tylko dziewczęca, ale przebija się jej większa dojrzałość, która w kobiecej odsłonie staje się artystyczną pełnią (“Hej Hej!”). Przy tej płycie wokalistka broni się też bardziej jako tekściarka, bo od teraz można mówić o charakterystycznym języku, którym posługuje się Daria (błyskotliwy tekst “Kryzys wieku naszego”).

Tym albumem Daria Zawiałow udowodniła, że ma charakter, który czytelnie można odbić w muzyce. Do tego posiada sporo ciekawych pomysłów. Przy pomocy niezastąpionego Michała Kusha (odpowiedzialnego też za stronę muzyczną debiutu) można zaznaczyć swój temperament, rozwijać się i pokazać, że w alternatywnym popie jest wiele niezagospodarowanych przestrzeni, które mogą być atrakcyjne nawet dla bardziej opornych rozgłośni radiowych.

Czasem pojawia się myśl, że najlepsze jeszcze przed nią a “Helsinki” są jednym z wielu przystanków na trasie muzycznych poczynań Darii, która już teraz zasługuje na status bardzo świadomej artystki. 

Łukasz Dębowski

 

Recenzja płyty “Helsinki” – Daria Zawiałow (Sony Music Poland, 2019)

8 marca 2019 roku swoją premierę miała druga płyta Darii Zawiałow – „Helsinki”. Artystka nie bacząc na opinie mas stworzyła płytę dojrzalszą, bezkompromisową, a zarazem pokazującą jej muzyczne poszukiwania na współczesnej scenie muzyki alternatywnej.

Eksperymentowanie zawsze wychodzi na plus, choć efekt końcowy nie musi być zadowalający. W tym przypadku poszukiwania są słuszne i udane. Ważne, aby nie bać się szukać nowych rzeczy zdobywając przy tym dużą wiedzę i cenne doświadczenie na przyszłość. Tak też można nazwać tę ciekawą płytę – po prostu eksperymentem.

„Helsinki” w wersji podstawowej zawierają 13 utworów, a wersji rozszerzonej aż 16! Przy pierwszym odsłuchu to zdecydowanie podkład muzyczny zwraca na siebie największą uwagę. W stosunku do „A kysz!” gitarowe brzmienia pozostały, a nawet zostały urozmaicone o kolejną paletę brzmień tego instrumentu. Słychać klawisze, perkusję, ale to co rzuca się w „uszy” to wszechstronna zabawa syntezą dźwięku oraz samplingiem. Takie urozmaicenia stawiają Darię jako artystkę poszukującą, ciekawą a także nie bojącą się nowych rzeczy.

Syndrom “Drugiej Płyty”. Ta fraza pojawi się zapewne w prawie każdej recenzji tego albumu. Jakże by mogło być inaczej, skoro to druga płyta Darii, artystki ze świetnie przyjętym debiutem „A kysz!” pokrytym złotem i zjednującym Darii rzeszę nowych fanów. Ponadto Daria to zdobywczyni dwóch prestiżowych Fryderyków, a także uczestniczka projektu „Albo Inaczej 2”.

“Helsinek” syndrom “Drugiej Płyty” na pewno nie dotknął. Album prześlizgnął się na jego krawędzi i koniec końców bezpiecznie dotarł do celu, wydając na świat singlową “Szarówkę” z chwytającym za serce teledyskiem.

Obawy fanów jednak zacząć mogły się chwilę wcześniej, gdy światło dzienne ujrzał pierwszy singiel z płyty, czyli “Nie dobije się do Ciebie”. Opinie słuchaczy były bardzo podzielone, gdyż singiel łamał schematy muzyczne z pierwszej płyty wokalistki. Gdy 8 marca dostaliśmy cały album, wszystko stało się jasne. Krążek jest połączeniem wielu muzycznych światów wrzuconych w jedno miejsce, gdzie całość zajmuje aż 61 minut!

Dodatkowo emanuje swoim niepowtarzalnym klimatem, który w bardzo dużej mierze został wprowadzony przez charakterystyczny głos Darii. Długie albumy to długie historie, a tych zdecydowanie nie brak na tym albumie. Teksty ujęte są w wyszukane słowa, porównania, przenośnie i nawiązania do kultury masowej. W jednych utworach przesiąknięte zmysłowością oraz melancholią, a w drugich fertycznością i przebojowością. Widać tutaj znaczny progres i teksty są zdecydowanie największą wygraną tego albumu.

Płyta nie jest idealna, lecz śmiało można umieścić ją na półce z albumami bardzo dobrymi, nacechowanymi szczerością i prawdą, ukazującą w śmiały sposób muzyczne poszukiwania wokalistki. Deprecjonowanie tego albumu przez krytyków może pojawić się bardzo często, gdyż „Helsinki” tylko w małej części czerpały inspiracje z „A kysz!”. Nie zmienia to faktu, że płyta powinna znaleźć miejsce w sercach i domach nowych jak i starych fanów.

Mateusz Kiejnig

 

Jedna odpowiedź do “Podwójna recenzja płyty “Helsinki” Darii Zawiałow”

  1. Może wielu urażę, albo powiem to co powinni powiedzieć, twórczość Darii to porażające dno, w dobie kryzysu i nie tylko ludzie nie chcą słuchać o życiowych porażkach innych. Muzycznie nie spełnia oczekiwań natomiast przesłanie nie warte niczego

Dodaj komentarz