Marta Zalewska – “Marta Zalewska”

Nasz ocena

Marta Zalewska to nagromadzenie talentu na jedną osobę, które mocno przekracza normę. Od dziecka fascynuje się latami 60-tymi XX wieku i ruchem hipisowskim. „Będzie Głośno!” – pod takim hasłem Czwórka promuje młodych zdolnych polskich muzyków niemających jeszcze kontraktu z żadną wytwórnią i to dzięki temu konkursowi Marta wydała debiutancką płytę w grudniu 2018 pod naszym patronatem.

Recenzja płyty “Marta Zalewska” – Marta Zalewska (Agencja Muzyczna Polskiego Radia, 2018)

Choć Marta Zalewska wydała dopiero jedną płytę sygnowaną własnym nazwiskiem, to tak naprawdę obecna jest na kilku, a może nawet kilkunastu płytach innych wykonawców. Ostatnio udzielała się w projekcie Moniki Borzym “Radiohedonistycznie. Live at Wytwórnia”.

 

Marta jest niezwykle zdolną multiinstrumentalistką, która współpracowała także z Kayah, Grzechem Piotrowskim, Krystyną Prońko, a nawet zespołami muzyki dawnej Canor Anticus i Ars Nova. Dzięki radiowej Czwórce wygrała konkurs “Będzie Głośno!”, co dało jej możliwość nagrania debiutanckiego krążka.

I faktycznie ta płyta jest bardzo jej. Oprócz wokalnej strony (swoją drogą świetnej), Marta napisała teksty i oczywiście skomponowała wszystkie utwory (przy udziale Krzysztofa Pacana). Nie da się ukryć, że wokalistka uwielbia lata 60., słychać to niemal w każdym momencie tej płyty.

Wszystko prezentuje się żywo, energetycznie i nie znajdziemy tu grama syntetycznych dźwięków. Gitara musi tarmosić i faktycznie w niektórych momentach bywa mocniej, chociażby w “Nie znaczy nie”. Fajne akustyczne brzmienie przewodzi w piosence “Podzielony”.

Zresztą całość prezentuje się jakby została nagrana na żywo. Dlatego też nie odstaje od płyty zaprezentowany w wersji live – “The In-Betweener”. Nie dziwi wybrany na singiel, bardzo przebojowy i oddający ducha tej płyty utwór “Więcej”. Znajdziemy tu też kilka mocniej przeszywających kompozycji. Na prowadzenie wybija się niezwykle emocjonalny “I’m Surprised”. Jego siłą jest także wyraźnie wybijający się i przejmujący wokal Marty. Ten kawałek na długo pozostaje w pamięci.

Może nie każda kompozycja ma silny motyw, który przykuwa uwagę na dłużej, to jednak trzeba zauważyć, że wokalistka nie bazuje na łatwych schematach muzycznych. Cały album charakteryzuje się niedzisiejszym pojmowaniem muzyki i mniej oczywistą chwytliwością. Forma muzyczna został zamknięta w szczerości przekazu oraz gitarowej niejednostajności. Nie ma tu półśrodków.

Dostajemy pełnokrwiste kompozycje, które mają potencjał przede wszystkim koncertowy. A do tego w każdym momencie czuć charyzmę Marty Zalewskiej, która stworzyła album zgodnie z tym, co siedzi w jej duszy. Słuchać należy, ale tylko głośno.

Łukasz Dębowski

 

Dodaj komentarz