“Wydaje mi się, że nie ma w tej chwili określonych trendów muzycznych” – nasza rozmowa z NEENĄ

19 listopada światło dzienne ujrzał debiutancki album NEENY zatytułowany „Flipside”. Płyta została w całości napisana przez samą artystkę, produkcją zajął się natomiast Bartosz Dziedzic.

Krążek promowany jest teledyskami do utworów „The Game” oraz „Answers”. Z tej okazji mieliśmy okazję zadać kilka pytań wokalistce.

Niektórzy pamiętają Cię z programu telewizyjnego. Dlaczego nie poszłaś za popularnością programu i nie nagrałaś płyty? Już wtedy mówiono, że jesteś objawieniem na polskiej scenie muzycznej.

Wydaje mi się, że potrzebowałam czasu żeby dokładnie przemyśleć, jak ta płyta ma wyglądać. Trochę musiałam do niej dojrzeć. Nie spodziewałam się co prawda, że zajmie mi to aż tyle czasu, najwyraźniej jednak tak właśnie miało się stać.

Nie spieszyłam się z wydaniem materiału, bo zależało mi na tym żeby był dopracowany. Celem mojego pójścia do programu nie było zdobycie popularności by następnie jak najszybciej ją “strawić”, ja po prostu bardzo chciałam pokazać swoje piosenki ludziom i ten cel osiągnęłam, kończąc pewien mini rozdział i zaczynając następny, zatytułowany “Flipside”.

Jak trafiłaś na ludzi, którzy współpracowali przy Twojej debiutanckiej płycie “Flipside” m.in. Bartosza Dziedzica, będącego współkompozytorem i producentem albumu?

Bartka poznałam przez wytwórnię, z którą zaczęłam współpracę po moim teledysku do “Roses”. Pogadaliśmy chwilę, okazało się że mamy bardzo podobne gusta muzyczne i że się dobrze dogadujemy no i tak się zaczęła nasza wspólna przygoda. Bartek jest bardzo doświadczonym producentem, praca z nim była mega ciekawym przeżyciem które dużo mnie
nauczyło. Dzięki niemu poznałam również wielu ciekawych muzyków, między innymi mojego klawiszowca, z którym zaraz wyruszam w trasę.

Słuchając Twojej płyty można mieć wrażenie, że wyraźnie próbujesz wydeptać własną ścieżkę muzyczną. Uciekasz od mainstreamu, ale też od oczywistej alternatywy. Taki był Twój zamysł muzyczny?

Ja po prostu tworzę to co pozwala mi siebie wyrazić na scenie. Emocje które odczuwam, myśli które kotłują się w mojej głowie, czasem zupełnie podświadomie. Dopiero kiedy wypuszczam z siebie melodię, stają się jasne. Nie staram się brzmieć na siłę w jakimś kierunku, to zniszczyłoby całą zabawę tworzenia muzyki. Po co tworzyć coś, czego wersję można już gdzieś na świecie znaleźć? Chcę wnieść coś nowego do konwersacji, inaczej nie
miałoby to wszystko dla mnie sensu. Nie mogę też jednak powiedzieć żeby na tej płycie to był mój zamysł, bo szczerze mówiąc była to płyta szalenie intuicyjna w moim wykonaniu. Jak czułam, tak śpiewałam, pisałam. Bartek dodał do tego wyraźną, lepiej przemyślaną produkcję. W tym sensie artystycznie się uzupełnialiśmy 🙂

Nie masz obaw, że te piosenki nie dotrą do odpowiedniej liczby odbiorców, gdyż wydają się zbyt mało przystające do trendów muzycznych?

Wydaje mi się, że nie ma w tej chwili określonych trendów muzycznych, poza tym najbardziej komercjalnym popem, z którym się nie utożsamiam bo nie ma w nim dla mnie emocji. Ja po prostu tworzę to co kocham i nie mam koniec końców wpływu na to czy będzie to “trendy” bo też nie jest to moim priorytetem. Myślę jednak że ludzie też potrafią wyczuć czy coś jest
prawdziwe czy sztuczne i to docenić więc się nie obawiam.

Czy pisząc te kompozycje starałaś się zachować jakiś konkretny balans żywego grania w stosunku do elektroniki, która jest czytelna na tym albumie?

Od paru lat słucham głównie muzyki elektronicznej, np. Atoms for Peace, Grimes, MIA. Ja naciskałam więc na jak najwięcej elektroniki, Bartek na żywe granie, wyszedł nam śliczny mix i teraz widzę że tak właśnie miało być.

W Twojej muzyce mało jest słowiańskich nut, bliżej jej do wyszukanej Skandynawii. Czy to znaczy, że cenisz artystów z tamtych rejonów? Można mówić o tym, że kimś się inspirujesz pisząc piosenki?

Bardzo ciekawe jest że ludzie widzą w mojej muzyce skandynawskie wpływy, podczas gdy ja skandynawskiej muzyki prawie nie słucham. Bjork zawsze była moją idolką, ale to byłoby na tyle, a w moim odczuciu “Flipside” nigdzie się nie ma do jej twórczości. Nie słuchałam jej też podczas tworzenia tej płyty więc nie widzę powiązania.

Inspiruję się ludźmi którzy mnie otaczają, historiami które słyszę i które sama swoim życiem tworzę. Tym co czuję ja i ci z którymi rozmawiam, przeżywam. Podróżami, dosłownymi i tymi w przenośni 🙂

Jak odbierasz porównania Twojej osoby do Bjork, Fever Ray, czy Lykke Li? Czy to onieśmiela czy dodaje skrzydeł?

Na pewno nie onieśmiela, szczególnie biorąc pod uwagę że nie do końca się z nimi utożsamiam, choć porównanie do Bjork może przewrócić lekko w głowie. Porównania nie dodają mi jednak skrzydeł ani nie onieśmielają, znaczą tyle, że ktoś skojarzył mój głos z innym artystą, co w gruncie rzeczy jest nieuniknione, bo ludzie zazwyczaj szukają porównań. Ja szukam własnego brzmienia, więc nie jest moim celem zostać do kogoś porównanym, a wręcz przeciwnie, czekam na moment gdzie będę dla ludzi brzmiała jak “nikt inny” 😉

Wszystkie teksty to Twoje słowa, ale ani jeden nie jest w języku polskim. To pewnego rodzaju celowe chowanie się za obcym językiem, czy bardziej naturalny proces? Z czego to wynika?

Całe życie słuchałam muzyki po angielsku, więc naturalnie zaczęłam w tym języku również tworzyć. Nie ukrywam, pisanie muzyki po polsku wydaje mi się trudniejszym zadaniem, choć nie z emocjonalnego punktu widzenia, raczej technicznie. “Flipside” to był również projekt, w którym chciałam zachować pewną spójność, także językową. Mam jednak nadzieję że na następnej płycie ukaże się już coś w języku ojczystym.

Jakie masz oczekiwania związane z albumem “Flipside”?

Jestem po prostu bardzo szczęśliwa, że ludzie mogą już tej płyty posłuchać, w Polsce jak i za granicą. Nie ukrywam też że chciałabym dużo koncertować z tą płytą, bo długo nad nią pracowaliśmy. Mam więc nadzieję że nowy rok przyniesie mi dużo występów.

Dodaj komentarz