FISZ EMADE – “Numer 1”

Nasz ocena

Rzadko recenzujemy płyty z cyklu “The Best of”, choć w przypadku Fisza Emade ich zbiór dokonań ściśle hip-hopowych wydaje się na tyle ciekawy, że postanowiliśmy bliżej przyjrzeć się temu wydarzeniu. Co niesie ze sobą podwójny album braci? O tym w dzisiejszej recenzji.

Recenzja płyty “Numer 1” – Fisz Emade (Art2/Asfalt Records)

Płyta Fisza Emade pt. “Numer 1” to retrospekcja tego, co bracia stworzyli na przestrzeni lat jako kolektyw ściśle hip-hopowy. Dlatego też podwójny album zawiera nagrania z lat 2000 – 2011. Późniejsze projekty wyłamywały się z ram ściśle rapowych i nie pasowałyby do tego przeglądu.

Dostaliśmy zestaw chronologicznie uporządkowany, zaczynamy więc od płyty “Polepione dźwięki”. “Polepiony”, “Huragan” i “Czerwona sukienka” to dziś fundament ich twórczości. Fisz wtedy podpisujący się tylko własnym pseudonimem, od początku współpracował z bratem, który odpowiedzialny był za muzykę. Nie inaczej było przy pierwszych nagraniach.

Słuchając kolejnych nagrań z następnych lat, łatwo zauważyć jak forma muzyczna zaczynała się rozrastać, a efekt ścisłego hip-hopu przybierał nawet eksperymentalną formę, czego dowodem jest chociażby utwór “Tysiąc pięćset sto gwiazd”. Połamana konstrukcja, podrasowana prostym brzmieniem syntezatorów i warstwa wokalna odchodziła już od tego, co mogliśmy usłyszeć na pierwszym krążku.

Fisz zaczął bawić się także swoim głosem, próbując swoje narracyjne opowieści przekładać na śpiewy, melorecytacje wokalne lub też przepuszczać głos przez różnego rodzaju dodatkowe nadajniki. Słychać to w jednym z ciekawszych kawałków z 2004 roku tj. “Deszczu w butach”. Wtedy już było słychać, że typowe otoczenie rap pochodnych działań będzie za ciasne dla muzyków.

Docierając do płyty “Piątek 13” dostajemy nagrania produkcyjnie dopieszczone i bardziej przejrzyste muzycznie. “Jesteście gotowi?” nieprzypadkowo znajdował się w różnego rodzaju rankingach najlepszych utworów hip-hopowych. Docierając do krążka “Zwierzę bez nogi” z 2011 roku nie trudno zauważyć bogactwo instrumentalne, które na nowo zdefiniowało muzykę Fisza Emade.

Na deser otrzymujemy też dwa premierowe kawałki, z których “Zwykły” to zgrabne nawiązanie do tej najwcześniejszej działalności duetu. Takie podsumowanie twórczości braci było potrzebne. Nie każdy, kto słuchał ich późniejszych dokonań, czy to jako Kim Nowak, czy też z Waglewskim i w końcu ostatnich płyt (“Mamut” i “Drony”), pamięta wcześniejsze dokonania.

Dobrze zrealizowany i zremasterowany na nowo materiał, nie odstaje od dzisiejszych podobnych produkcji. Do tego czytelna retrospekcja od lat najwcześniejszych oddaje w sposób jasny rozwój zespołu.

Łukasz Dębowski

Dodaj komentarz