Atme z debiutanckim albumem “State of Necessity”

Nasz ocena

Jeżeli szukacie w muzyce rockowej ciekawych rozwiązań, powinniście posłuchać debiutanckiej płyty zespołu ATME pt. “State of Necessity”. Więcej  w dzisiejszej recenzji.

Atme powstali w 2013 roku we Wrocławiu. Dwa lata później ukazała się ich EPka pt. “Forgiving Myself”.

Recenzja płyty “State of Necessity” – ATME (2017)

Debiutancki album wrocławskiego zespołu Atme pt. “State of Necessity” to przemyślany i tnący różnorodnymi środkami wyrazu zbiór kompozycji z pogranicza rocka progresywnego, ale też czysto gitarowych inklinacji, a nawet gotyckich elementów. Na pewno trzeba przyznać, że panowie pokombinowali.

 

Stworzyli utwory pełne zmieniającej się dynamiki, gdzie przenoszona jest siła ciężkości z jednego miejsca na inne, zapędzając się tym samym w niespodziewane rewiry muzyczne. Nie ograniczając się nawet ramami czasu (najdłuższa kompozycja trwa ponad 16 minut) wyswobodzili z siebie, to co w nich siedzi.

Najlepszym tego przykładem jest nabierający tempa, ale też pauzujący w niektórym momentach kawałek “Interrupted Call”. W końcowej części można dostrzec nawet nu metalową energię. Świetny, niepospolity i co najważniejsze świeżo brzmiący. Chociaż w ich muzyce słychać wyraźne odniesienia do tego, co już miało miejsce, to ciągłe zwroty akcji są zaskakujące.

Mocne uderzenie w otwierającym całość “Worthy of Pity”, to tylko jeden z drogowskazów tej płyty. Trzeba też zauważyć bardziej malownicze momenty, które budując nastrój, stają się ważnym elementem całości. Przecież “Pleasure Box” z doczepionym saksofonem i żeńskim chórkiem prezentuje się świetnie. Ten album pochłania.

Od początku Atme budują swój własny świat, gdzie spacerując pomiędzy dźwiękami zostajemy uzależnieni od ich podejścia do muzyki. W pełni potrafią korzystać z tego, co już miało miejsce w muzyce i jeśli nawet brakuje w tym wyraźniejszego pierwiastka oryginalności, to udało im się stworzyć coś ważnego, co nawiązuje do tradycji takiej muzyki. Pojawiające się porównania do zespołu Tool to zbyt duże uproszczenie.

No i ten mocny wokal Łukasza Pawełoszka. Bardzo charakterystyczny, potrafiący łamać emocje, szarpać, a co najważniejsze idealnie współbrzmieć z nastrojem tej płyty. Po kilkakrotnym przesłuchaniu debiutu Atme będziecie wracać do tych piosenek znacznie częściej. 

Łukasz Dębowski

Skład zespołu:
Piotr Guliński – gitary
Luke Pawełoszek – wokal, słowa
Adrian Nejman – bass wokale
Paweł Zborowski – perkusja

Dodaj komentarz