Bownik – “Delfina”

Nasz ocena

To jedna z ważniejszych płyt ostatnich tygodni. Drugi album zespołu BOWNIK nosi tytuł “Delfina” i czego możecie spodziewać się po tym krążku? O tym w dzisiejszej recenzji.

Recenzja płyty “Delfina” – Bownik (Kayax)

To co odróżnia drugą płytę Bownika pt. “Delfina” od debiutu, to przede wszystkim spójniejsza forma muzyczna. Pierwszy krążek był zbiorem utworów z różnych okresów działalności zespołu. Tutaj jest bardziej czytelnie i za każdym razem energetycznie.

Kolejną nowością są też teksty napisane w języku polskim. Pełne luzu i fabularyzowanych opowieści. Z bardzo wyraźnym wokalem Michała Bownika stają się wciągającym elementem tej płyty. Pomimo, że nie ma w nich pierwiastka poetyckości, nie są banalne.

Muzycznie każda kompozycja jest bezczelnie skuteczna. Trzeba dodać, że prezencja piosenkowa staje się bardzo efektowna. Każdy z tych utworów poprzez swój bujający, wręcz przebojowy podtekst zahacza o funkową melodykę.

W “Deskorolce” słychać ukryte syntetyczne dźwięki, ale tak naprawdę całość zbudowana jest na żywym brzmieniu. Panowie samplują swoje pomysły, przetwarzają je i nakładają na siebie, dzięki czemu jest zachowany rytm, ale przy tym ogromna swoboda. Całości słucha się tak, jakby pisanie tych piosenek przyszło im z ogromną łatwością. Tu chyba można mówić o tym, że muzykę ma się we krwi.

“Prace i dnie” wyróżniają się znów podkładem, którego mógłby pozazdrościć niejeden hip-hopowy skład. Nałożono na to jednak tętniący bas, perkusjonalia i to wystarczyło, żeby efekt był niezwykle wystrzałowy. Tytułowa “Delfina” porywa czytelną melodią, osadzoną w dziarskiej rytmice.

Płyta trwa pół godziny i pozostawia trochę niedosytu. Trzeba po prostu częściej wciskać przycisk “play”. Na niejednej domówce sprawdzą się te piosenki, zarażając swoją bezpretensjonalnością. Krótko, wyraźnie, dobitnie i na temat. I o to chodziło.

Nie wnikajmy, czy to ciągle jest “vegan disco”, jak to panowie mówili o swojej muzyce przy pierwszym krążku. To trudny jednoznacznie do nazwania zbiór bardzo dobrych, żywych utworów.

Łukasz Dębowski

 

Dodaj komentarz