Koncertowy krążek Artura Rojka

Nasz ocena

“Koncert w NOSPR” można uznać za suplement do pierwszej solowej płyty Artur Rojek pt. “Składam się z ciągłych powtórzeń”. To jednocześnie zakończenie pewnego rozdziału.

Recenzja płyty “Koncert w NOSPR” – (Kayax, 2017)

Artur Rojek i jego płyta pt. “Koncert w NOSPR” to zapis występu artysty, zarejestrowanego w listopadzie 2015 roku w Katowicach. Dzięki Narodowej Orkiestrze Symfonicznej Polskiego Radia piosenki, które tu się znalazły, zyskały nieco nowego wymiaru.

Okazuje się, że ich melodyjność jest ponadczasowa i przełożenie ich do innej formy sprawia, że złapały one dodatkowego, świeżego kolorytu. To, co trzeba jeszcze zauważyć taka koncertowa odsłona, jeszcze wyraźniej obnaża ogromną wrażliwość artysty.

Zachwycają te bardziej zaciszne momenty, które oddają pełen urok kompozycyjny danego utworu. Tak dzieje się w nieśmiertelnej i ciągle ściskającej za gardło odsłonie piosenki z repertuaru zespołu Myslovitz pt. “Chciałbym umrzeć z miłości”.

Nęci delikatnością i sposobem reinterpretacji kawałek “Easy” z repertuaru Lionela Richie. Trzeba przyznać, że wywrócenie go do góry nogami i nadaniu mu dramaturgii, stworzyło coś zupełnie nowego.

Warto pochylić się nad wprowadzającym w klimat “Pomysłem 2” i “Latem 76”, gdzie oprócz skromnych środków wyrazu, łatwo wyłapać niepokój, który buduje napięcie tego krążka. Dzięki temu, żadne wyważone momenty nie powodują znużenia.

Cieszy fakt, że Artur postanowił też znaleźć miejsce dla utworu pochodzącego z repertuaru Lenny Valentino. “Dla taty” nie wychyla się zanadto poza nawias tego wydarzenia. Jednak z nerwem nostalgii i pewnej rozpaczliwości w głosie dostajemy utwór nasączony przejmującym dramatyzmem.

Stąd przełamanie tego momentu następującą po nim “Długością dźwięku samotności”. Zresztą wartym odnotowania uzupełnieniem tego koncertu.
Podobne zadanie rozluźnienia ma pełna uroku “Cucurrucucú Paloma”.

Rozpisanie wszystkich kompozycji na orkiestrę symfoniczną i pogłębienie ich emocjonalności to niebywałe wyzwanie, któremu podołali wszyscy uczestnicy tego projektu. Bo oprócz niewątpliwej emotywności, słucha się tego równie dobrze, wręcz zuchwale pochłaniając każdy dźwięk tego wydarzenia.

Zamknięcie rozdziału związanego z pierwszą solową płytą Artura Rojka należy uznać za udane. Teraz czekamy na premierowy materiał.

Łukasz Dębowski

Dodaj komentarz