Natalia Nykiel i jej “Discordia”

Nasz ocena

Tym razem mamy dla Was najnowszą płytę od Natalii Nykiel pt. “Discordia”. Ten album sprawdzi się nie tylko na parkiecie tanecznym. Po prostu jest też czego posłuchać. Zapoznajcie się z naszą dzisiejszą recenzją.

Recenzja płyty “Discordia” – Natalia Nykiel (Universal Music Polska, 2017)

Natalia Nykiel wypracowała sobie pozycję na polskiej scenie muzycznej. I jest jedną z tych wokalistek, którą polubiły rozgłośnie radiowe, nawet te bardziej sformatowane. Szczęśliwie jednak jej muzyka stanowi ciekawy obraz alternatywnych zapatrzeń Natalii, które uciekają od jednoznacznego określenia jej twórczości.

Tak stało się też na jej nowej płycie pt. “Discordia”. Pierwszy zwiastun tego wydarzenia, którym został “Spokój”, nie oddaje całego ducha krążka. Namacalna, przebojowa forma tej piosenki, doskonale odnalazła się na różnego rodzaju playlistach i staje się łącznikiem czytelnej “piosenkowości”, z bardziej wytrawną częścią tego albumu.

A trzeba przyznać, że jest nad czym się pochylić. Klubowe, wręcz bardzo nowoczesne ukształtowanie muzyczne, to jedna ze stron tej płyty. Ta druga, to znów idący pod prąd przewidywalności i muzycznej nudzie, bardziej wytrawny styl.

Mniej konformistyczna część staje się w tym przypadku bardziej ciekawa. Umiejętność łączenia różnorodnych elementów niewątpliwie posiada współpracujący z Natalią Michał FOX Król, odpowiedzialny także za muzykę i produkcje albumów Marii – Maria Peszek. Zresztą to ona napisała tekst do jednej z najciekawszych propozycji pt. “Total błękit”.

Słowa, które wypełniły ten krążek wyszły także spod pióra Julia MarcellDawid Podsiadło, Michała BUNIO Skroki i Igora Walaszka. Większość to jednak teksty samej Natalii Nykiel i wcale nie są słabszą częścią, od tych zaproponowanych przez gości. Trzeba też docenić fakt, że większość to słowa w języku polskim.

Dowodem na to, że wokalistka nie idzie na łatwiznę jest otwierający całość kawałek pt. “Fala”. Mocno tnący szorstkim bitem, potwierdza przekonanie, że jej nowa sytuacja muzyczna nie będzie do zaakceptowania dla każdego miłośnika szeroko pojętego popu. To wprowadzenie pokazuje, że nie zamierza bić się jedynie o pierwsze miejsca na listach słuchalności, ale rozpycha się łokciami w trudniejszych gatunkach muzycznych.

I taki niewyraźnie taneczny, choć podkręcony spokojniejszym, intrygującym pulsem staje się “I’M Fine”, z gościnnym udziałem lidera zespołu Clock Machine – Igora Walaszka (jeden z najbardziej niedocenionych męskich wokali).
Fajnie buja, jeszcze mniej oczywista “Stamina”.

“Kokosanki” to znów dobra perspektywa dla tych, którzy szukają mocniejszego uderzenia syntezatorowymi dźwiękami.
Motyw przewodni “Pokoju 5” odsłania sentymentalny klimat lat 80.

Podsumowując, Natalia Nykiel obrała ciekawą i ponadprzeciętną drogę muzycznych fascynacji. “Discordia” nie staje się łatwym do strawienia kąskiem, który beznamiętnie spłynie i nie pozostawi po sobie żadnego emocjonalnego wrażenia.

Wręcz przeciwnie, ta płyta intryguje, wierci dziurę w świadomości muzycznej, którą wokalistka niewątpliwie posiada.

Tym bardziej, że jej koncerty, to lawina dobrej zabawy i urzeczywistniania wyszukanych brzmień w piosenkach popowych. A także uświadamiania, że na gruncie muzyki klubowej też dzieją się interesujące rzeczy. I tu ukłon za współpracę ze zdolnym zespołem KAMP! i Duitem, którzy także odcisnęli piętno na tym albumie.

Łukasz Dębowski

Dodaj komentarz