Powrót zespołu Moonlight

Nasz ocena

Zespół Moonlight powstał w 1991 roku. Ich debiut płytowy należy jednak przypisać na rok 1996, kiedy to ukazał się ich krążek pt. “Kalpa Taru”. Po zmianach personalnych, pewnych komplikacjach wydawniczych, co doprowadziło do zawieszenia działalności, Moonlight powrócił dwa lata temu. I właśnie zaprezentował kolejny album pt. “Nate”. 

Recenzja płyty “Nate” – Moonlight (DMODE, 2017)

Słuchając nowej płyty zespołu Moonlight pt. “Nate” można mieć nieodparte wrażenie, że muzycy poszukują nowej muzycznej drogi, która nada im charakteru w dzisiejszej rzeczywistości muzycznej. Być może stąd odsunięcie wyrazistych brzmień gitarowych i podążanie w kierunku industrialnej elektroniki.

Niewiele tu zostało z zespołu, który stał się już legendą w tworzeniu malowniczych, gotyckich melodii, art rockowej otoczki i czasem wręcz baśniowych niedopowiedzeń. Pewne elementy oczywiście ciągle są tu widoczne, ale czuć, że poszukiwanie własnej tożsamości artystycznej stało się wyznacznikiem tej płyty.

Dlatego zaskoczeniem jest wypełnienie przestrzeni gitarowej nowocześniejszą formą muzyczną. Nieco bardziej syntetyczny koloryt sprawia wrażenie, jakbyśmy mieli do czynienia z zespołem dopiero zaczynającym przygodę z muzyką. A przecież Moonlight mają ogromny dorobek artystyczny. Przez ponad dwadzieścia lat wypracowali wysoki status w swoim gatunku muzycznym.

I to, że udało im się odsunąć na bok wszelkie naleciałości, które przypominają o ich bogatym dorobku, należy uznać za pewien sukces. Świadczy już o tym pierwszy na płycie utwór “Bio”, uzewnętrzniający nowy koloryt ich twórczości. Całkiem przebojowy, rytmiczny kawałek, ze złamanym riffem gitarowym i mocno naznaczoną, ciętą na różne sposoby elektroniką.

Ciekawie prezentują się bonusowe nagrania, będące częścią tej płyty. Na prowadzenie wybija się “Asuu (2016)”, w którym słychać też, że grupa nie zapomniała jak tworzy się potężne, ważne w przebiegu kompozycje. To jeden z tych utworów, gdzie przy okazji wokal Mai Konarskiej tnie mocniej niż przy innych propozycjach z tego krążka.

Swobodniej, z dozą melodyjnej dostojności prezentuje się całkiem udany “Ciężar”. Nie gorzej wypada bardziej klasycznie nasączona muzyką “Kołysanka”.

Na tym albumie Moonlight mógłby dać z siebie jeszcze więcej, mocniej zaznaczając swój powrót. Jednak być może świadomość z którą powstała ta płyta, miała być właśnie początkiem czegoś nowego? Pomysły tu występujące stają się zachętą na coś jeszcze lepszego przy kolejnych produkcjach.

A tymczasem “Nate” nie pokazując wszystkiego do końca, daje przyzwolenie na takie właśnie zapatrywania muzyczne. Nieco nowocześniejsze, choć z szacunkiem do własnej tradycji.

Łukasz Dębowski

Dodaj komentarz