Koncert Stubbornly Absent 18/11/2017

Dorobek poetki Wisławy Szymborskiej, po roku 1996, kiedy to została laureatką Nagrody Nobla, stał się szerzej znaną literaturą, przekładaną na wiele języków. Stąd nie powinno nikogo dziwić wykonywanie wierszy poetki w języku angielskim.

Do niecodziennego wydarzenia doszło, kiedy to Kasia Klich i Jarosław Yaro Płocica zdecydowali się wykorzystać wiersze w takiej formie, tworząc piosenki i prezentując je jako Stubbornly Absent. Projekt niszowy, który uporczywie był pomijany przez media, stał się wyznacznikiem czegoś niezwykle wartościowego.

I mogliśmy się o tym przekonać słuchając tych utworów 19 listopada, na koncercie w Teatrze Syrena w Warszawie. Okazało się, że stworzenie płyty, a potem przełożenie jej na wykonania na żywo, stało się czymś dodatkowo ważnym. Aż trudno uwierzyć, że album, który ukazał się w grudniu ubiegłego roku, dopiero teraz otrzymał swoje koncertowe życie.

Nie należy jednak podchodzić do tych interpretacji w sposób nadmiernie patetyczny. Choć miejsce wydarzenia budzi respekt, to całość zaprezentowano w przyjaznej, pozbawionej patosu charakteryzacji muzycznej. Poszczególne piosenki ulepione zostały z miękkiej elektroniki, delikatnego chilloutu, choć zdarzały się niepokojące, nieco mroczniejsze pulsacje dźwięków („Cat In a Empty Apartment”).

Nie zabrakło też acid jazzowych naleciałości, najbardziej wyraźnych w „Nothing Twice”, gdzie gościnnie pojawiła się Monika Borzym. Wokalistka nie tylko odnalazła się w tej kompozycji, ale dodała jej kilka uroczych ozdobników, ładnie uzupełniając się wokalnie z Katarzyną Klich.

Swoje piętno w tym projekcie odcisnęła też jak zwykle interesująca Bela Komoszyńska (Sorry Boys) i niedościgniona w swoim fachu Katarzyna Nosowska.

Często bywało magicznie, kiedy to można było odpłynąć w nienachalne podanych wcieleniach. Co nie znaczy, że całość snuła się na jednym, stonowanym poziomie emocjonalnym. Wręcz przeciwnie, poszczególne utwory różniły się od siebie na tyle wyraźnie, by móc czerpać z każdego kawałka tego koncertu nową przyjemność.

Twórcy całego zamieszania nie ukrywają, że mają sentyment do lat 80 i dlatego też nie można było nie zauważyć odniesień do tamtego, ciągle modnego rozdziału w historii muzyki. Takie połączenie z wierszami Szymborskiej dołożyło własny pierwiastek uniwersalizmu i ukazało kolejną, układającą się w całość historię poezji, która opiera się upływowi czasu tak samo, jak dobra piosenka.

Tutaj mieliśmy wszystko. Włącznie z dowcipnymi przerywnikami Katarzyny Klich, która okazała się sprawną adeptką istotnej rozrywki i klasy wokalnej. Aż żal byłoby tego nie kontynuować.

Łukasz Dębowski

Dodaj komentarz