Natalia Kukulska – “Hallo tu Ziemia!”

Nasz ocena

“Halo tu Ziemia!” to dziewiąty studyjny album Natalii Kukulskiej. I kolejny, który prezentuje inną wokalistkę, niż tę którą wcześniej znaliście.
Choć poprzedni krążek pt.”Ósmy plan” zdradzał już wyraźny zwrot w twórczości Natalii, to nikt nie przypuszczał, gdzie zaprowadzi ją tamta muzyczna przygoda. Dostaliśmy krążek świeży, energetyczny i bardzo nowoczesny. Co więcej? O tym w dzisiejszej recenzji. 

Jeśli znacie już tę płytę lub przynajmniej singiel “Kobieta”, podzielcie się własnymi spostrzeżeniami.

Recenzja płyty “Halo tu Ziemia!” – Natalia Kukulska (Wydawnictwo AGORA, 2017)

 

To nie jest tak, że płycie “Halo tu Ziemia!” Natalii Kukulskiej należą się największe słowa uznania, ale trzeba przyznać, że w życiu artystycznym wokalistki przy każdym kolejnym albumie dokonuje się kolejna mała rewolucja. 

Co prawda takie kompozycje zrobione z dużym rozmachem i zbudowane na solidnej dawce ostro ciętej elektroniki nie są już czymś nowatorskim, to jednak trzeba mieć odwagę nagrywając taką muzykę. A to dlatego, że popularne rozgłośnie radiowe z bezpiecznymi piosenkami pop tego nie zagrają.

Dlatego też ten krążek jest całkowitym zejściem z drogi konformizmu muzycznego. Wokalistka miała własną wizję i razem z Michałem Dąbrówką, Archie Shevsky’m oraz Marcinem Górnym, podążała do jej realizacji. Dzięki temu wyszła spójna, dynamiczna i co najważniejsze wartościowa płyta. Kwestia tego, czy to się komuś spodoba stała się rzeczą drugorzędną. Dlatego nie każdemu te piosenki muszą przypaść do gustu, gdyż zaznaczmy to, że nie jest to muzyka dla każdego.

Pomimo, że tymi kompozycjami rządzą mocne brzmienia syntezatorów i syntetycznych dźwięków, które wykręcają linie melodyczne, to w podtekście występują żywe elementy perkusji i pulsującej gitary basowej.

I słychać to już w pierwszej piosence pt. “Halo tu Ziemia”. Szorstko i mocno jazgotliwie prezentuje się kolejny utwór pt. “Kobieta”, gdzie wokal Natalii prezentuje się jak nigdy dotąd (te wyśpiewane frazy pomiędzy zwrotkami!).

W tym pędzącym rytmie krążka zabrakło nieco miejsca na złapanie oddechu, dlatego nie znajdziemy tu spokojniejszych momentów, płynących ballad, czy też bardziej śpiewnych momentów. A może szkoda, bo przydałby się czasem bardziej łagodny charakter tych piosenek.

Nawet spokojniejsza chwila w postaci “To za mało” nie staje się przecinkiem, tylko dalej wtłacza w nas kolejną porcję wyszukanych dźwięków. W tym całym zamieszaniu robi się chwilami zbyt przytłaczająco. Osobno każdy utwór jest naprawdę doskonały, jednak w całości ten krążek wydaje się czasem zbyt intensywny.

Co nie znaczy, że drobne mankamenty zakłócają ogólny jego odbiór. Tym bardziej, że na tę okoliczność powstały ciekawe teksty, czasem ironiczne, ale też nieco gorzkie (“Kiedy po mnie zniknie ślad / W końcu jestem tylko mgnieniem / Dzikość tu wyrośnie pełna barw / Czy nowy przyjdzie czas / I nowe da znaczenie”).
Zresztą trzeba przywołać też słowa we wspomnianym już “To już za mało”, który jest odważnym komentarzem teraźniejszości.

Może nie jest łatwo zaprzyjaźnić się z tymi piosenkami od pierwszego słuchania, ale trzeba przyznać, że Natalia Kukulska nagrała ciekawą płytę. Kipiącą od pomysłów, przyciągającą uwagę słowem i kolorytem brzmień.

Nawet jeśli wszystkiego wydaje się tu trochę za dużo, to i tak w ogólnym rozrachunku jest to jedna z atrakcyjniejszych pozycji tego roku.

Łukasz Dębowski

Dodaj komentarz